Sporty ekstremalne i psychiatria.

Zapnij pasy, bo wchodzisz do świata, gdzie ‘normalność’ jest ruchomym celem, a system asekuracyjny często po prostu nie istnieje. W tym wpisie tłumaczę, dlaczego bycie pacjentem polskiej psychiatrii to sport ekstremalny, w którym stawką nie jest medal, ale Twoja podmiotowość i zdrowie psychiczne.

Jako Hud Hatman, programista, który musiał ‘debugować’ własną drogę przez oddziały zamknięte, pokazuję Ci mapę przeszkód. Od nieprzewidywalnych procedur, przez brak logicznej komunikacji, aż po systemowe ‘kontuzje’, które zostają na lata. To nie jest tekst dla ludzi o słabych nerwach – to relacja o wytrzymałości, o tym, jak nie dać się ‘znokautować’ biurokracji i jak zachować pion, gdy świat wokół próbuje Cię przekonać, że jesteś tylko usterką w systemie. Gotowy na trening z przetrwania w białych murach? Zapraszam na start.

Bycie pacjentem psychiatrii to też sport ekstremalny. Z tym, że psychiatrzy się bawią ludźmi, a sportowiec nawet mógłby bawić się psychiatrami.

Był sobie 15 latek w roku 2004. Jeśli znajdzie się niedowiarek -w 2004 roku wrzucałem te fotki na pinkbike.com.

A wy co robiliście jak mieliście 15 lat?

Co się wydarzyło później? Schizofrenia? Choroba? No chyba nie.

Czytaj także:

Dodaj komentarz