2. Analiza metod psychiatrii w kontekście psychologii klinicznej.
W części tej posłużę się głównie wiedzą z książki Heleny Sęk “Psychologia kliniczna”, znajdą się tutaj moje spostrzeżenia zaistniałych sytuacji oraz to co zaobserwowałem będąc stając się przymusowo “pacjentem” psychiatrii.
Tekst ten nie jest publikacją naukową, a opisem osobistej obserwacji mojego przypadku, błędnej diagnozy medycznej, która implikuje problemy społeczno-prawno-instytucjonalne w nawiązaniu do pojęć choroba, czynnik chorobowy, a także problemy osobiste. Mimo, że to obserwacja osobista – nie jest to obserwacja tylko i wyłącznie subiektywna gdyż to co opisałem części 1. jest weryfikowalne – a fakt, że byłem w stanie napisać również ten tekst wobec zaistniałych sytuacji działa potwierdzająco.
Mimo tekst nie jest publikacją naukowa znajdą się tutaj terminy naukowe, powstał w na bazie retrospekcji własnej jako uczestnik sytuacji opisanych.
W części 1. poruszyłem temat, z którego płynie wniosek, że psychiatria w moim przypadku przyczyniła się do możliwości okradania mnie, internowania na oddziałach zamkniętych, doprowadziła do tego, że nie mogę podjąć zajęć w obszarze zawodowym. Znajdą się jednak tutaj spostrzeżenia potwierdzające tezę, że robiła to w sposób bardzo wyrafinowany, gdzie nie chodziło tylko i wyłącznie o sprawy zaistniałe, a o hamowanie, wygaszanie, upadlanie.
Nie mam celu negowania psychiatrii jako takiej gdyż sam byłem świadkiem na oddziałach zamkniętych, że prawidłowa i uzasadniona farmakoterapia ratuje życie lub zdrowie. Neguję psychiatrię tylko i wyłącznie w swoim przypadku.
Istnieje skończona liczba psychiatrów, która wmówi człowiekowi, że jest “chory”, że powinien się “leczyć”, a w określonych przypadkach zostaną osobie badanej przypisane objawy, z których większość dla osoby z poza kręgu jest niezrozumiała, natomiast zdarzają się objawy w dokumentacji, które nie powinny się tam znaleźć.
Gdy osoba zdiagnozowana neguje objaw, bo to może być dla niej zarzut – to może nic nie dać lub znajdą się inne, które można wpisać w dokumentację medyczną.
Sama diagnoza w kontekście: występowania lub braku choroby i działalności psychiatrii – w moim przypadku – wyszła poza gabinet w sprawie ubezwłasnowolnienia i nie tylko. Gdy nie zgodziłem się z diagnozą i objawami okazało się być to nie ważne. Gdy ta skończona liczba “lekarzy” nie miała wpływu na to w jaki sposób poprawiłem swój stan samopoczucia i funkcjonowania, sam fakt negowania “specjalistów” był uznawany jako czynnik chorobowy. Gdy ludzie ci nie dali rady mnie stłamsić i upodlić, gdyż nie miałem zamiaru stawiać się w roli pacjenta – diagnoza wychodząc poza gabinet okazała się działać więcej na moją niekorzyść niż utrzymywanie w stanach depresji i zaburzeń, wpływania na moją percepcję i funkcje poznawcze.
Nie była ważne to czy się czuje zdrowy, nie było ważne to, że czuje się dobrze. Ważne jest to, że “specjalista”, człowiek, który 7 lat się uczył zauważył coś czego nie widać lub widać to wtedy i tylko wtedy – wpisał to w dokumentację, a innym to co wpisał wystarczy do stygmatyzacji, pomawiania lub do wyrażania niechęci, dyskryminacji, furtki do wyrządzania krzywdy – w imię medycyny. Tyczy się to też samej diagnozy, nie pojedynczych rzekomych objawów.
W moim przypadku istnieje ściśle określona liczba psychiatrów, która spowodowała, że po zdiagnozowaniu nie będę mieć najmniejszych szans na poprawę swojego samopoczucia i jakości życia; poprawy takiej, że będę mógł czuć się zdrowy, że będę mieć szansę na usystematyzowania swoich działań, zachowań, szansę na rozwój, że mógłbym coś zmienić.
Ta liczba wynosi: jeden.
W praktyce instytucjonalnej błąd w sztuce lekarskiej i błędna diagnoza, jeżeli nie zostanie skutecznie zweryfikowana, może uruchomić wieloletni łańcuch konsekwencji prawnych, społecznych i medycznych, a dla ofiary błędu medycznego będzie to sytuacja, która ograniczy jego wolność, autonomię i pozbawi niezbywalną godność ludzką. Błędna diagnoza okazując się furtką do pozbycia się mojej osoby skądkolwiek i przywłaszczenia środków pieniężnych czy mienia – jest na to zgoda i przyzwolenie ogółu społeczeństwa, które nie ma o niczym pojęcia w moim przypadku lub w przypadkach mniej lub bardziej podobnych.
1. Przyczyny powstania choroby w ujęciu patogenetycznym.
“Czynnik psychogenny: czynnik związany z kształtowaniem się zaburzeń, zaburzeniem procesów regulacji, czynnik hamujący i uniemożliwiający rozwój struktur osobowości. ” – Helena Sęk.
W części I. opisałem sytuację, w w wyniku której zostałem skierowany na badanie.
Pominięty w procedurze diagnostycznej został czynnik psychogenny, a jeżeli był on brany pod uwagę – był powodem powstania następnego zaburzenia – halucynacji po Permazynie. Wcześniej halucynacje nie występowały, nie było również dezorganizacji. “Lek” wywołał psychozę polekową, co wraz z niską wartością umiejętności psychospołecznych własnych umożliwiło na rozpoznanie schizofrenii paranoidalnej ze złą wolą i intencją.
Substancje następnie przyjmowane mniej lub bardziej działały podobnie, generowały objawy wytwórcze oraz powodowały dezorganizację myślenia co znalazło ujęcie w dokumentacji”medycznej”. Ktoś by mógł powiedzieć, że było to ujawnieniem choroby, jednak skoro nie jeden lek ujawnia chorobę i nie ma rokowań na poprawę uznałem, że lek “ujawniający” chorobę i trzymający mnie w stanie objawów wytwórczych lekiem nie jest.
Nie było także od momentu diagnozy interakcji z THC przez wiele lat
W czasie nie przyjmowania substancji 2016-2019 roku THC było używane i nie powodowało stanów psychotycznych.
Dodatkowo kontynuując farmakoterapię od momentu diagnozy do 2016 roku rozwój struktur osobowości nie występował, a same struktury osobowości zatracały się, w tym dostęp do pamięci długotrwałej był konsekwentnie i z powodzeniem blokowany co było powodowało dysfunkcje poznawcze.
“Czynnik egzogenny – czynnik związany ze środowiskiem rodzinnym i pozarodzinnym, wpływa na kształtowanie się więzi, określeja warunki socjalizacji, czynnik związany z działaniem trudnych, stresowych czy skutkujących urazem sytuacji itp.” – Helena Sęk
Nie tylko przyjmowane substancje powodowały zaburzenia , sama diagnoza schizofrenii paranoidalnej okazała się być czynnikiem powodującym zaburzenia.
Kształtowanie więzi jakichkolwiek w związku z diagnozą jest niemożliwe, gdyż więź czy relacja jeśli miała by powstać obydwie strony muszą tego chcieć i na to wyrazić zgodę. Wiedzą powszechną jest, że schizofrenia paranoidalna jest stygmatyzowana i osoba z diagnozą jest demonizowana. Ponad 50% polaków nie chce schizofrenika w miejscu pracy, ponad 70% polaków nie chce, aby taka osoba była jego przełożonym, a aż 83% polaków nie chce, aby taka osoba była proboszczem! (Maria Chuchra). Relacja na poziomie zawodowym czy osobistym może nie zaistnieć, warunki socjalizacji przestają mieć sens z powodu ciągłych rozczarowań i przykrych sytuacji. Schizofrenia paranoidalna wzbudza niechęć i odrazę. To powód do stresu, a w niektórych przypadkach osób zdiagnozowanych może skutkować urazem.
Reakcje społeczne na diagnozę nie służą dobru osoby faktycznie cierpiącej na schizofrenię, a mając objawy wyżej opisane stres wygenerowany przez stygmatyzację nie służył rozwojowi ani nie pomagał znalezieniu rozwiązania problemów nabytych.
“Czynnik somatogenny – znane czynnik patogenny chorób somatycznych i ich korelaty powodujące zaburzenie funkcji układu nerwowego – zakaźne, toksyczne, metaboliczne itp.” – Helena Sęk
W części I. opisałem, że proces diagnostyczny był sprzeczny z procedurą ICD-10 ponieważ używałem THC przed i w trakcie diagnozowania. Diagnoza wtedy powinna być inna. Natomiast czynnikiem somatogennym powstawania nowych zaburzeń i narastania starych było przyjmowanie substancji psychiatrycznych zgodnie z zaleceniami G.U. Działały na mnie toksycznie, wpływały negatywnie na metabolizm (wzrost wagi ciała). Zauważyłem także problemy hormonalne, a oczywistym jest że moje funkcje układu nerwowego zostały zaburzone wobec objawów tam opisanych.
Czynnikiem somatogennym zatem moich zaburzeń były przyjmowane substancje psychiatryczne, które powinny leczyć.
“Czynnik endogenny – czynnik związany z predyspozycją genetyczną i właściwościami konstytucjonalnymi człowieka, takimi jak: cechy temperamentu i niektóre właściwości układów fizjologicznych, w tym także ośrodkowego układu nerwowego.” – Helena Sęk
Predyspozycje genetyczne nie były badane w moim przypadku więc czynnik endogenny nie był brany pod uwagę.
W okresie pierwszej diagnozy cechy temperamentu, cechy charakteru oraz możliwości psychospołeczne a raczej ich brak wraz z występowaniem psychozy polekowej i utrzymywanie jej spowodowały, że diagnozę schizofrenii paranoidalnej po prostu można było mi przypisać bo to było łatwe. Nie było etycznej i profesjonalnej pomocy, a zaburzeniem mojej osoby, moich możliwości i potencjału, mojego obrazu – wtedy i na przyszłość.
Bycie uczestnikiem farmakoterapii było zatem czynnikiem egzogennym.
Uwaga
Jeżeli ktoś tutaj zauważa błędne koło – nie dotyczy to mojego rozumowania a faktycznych działań psychiatrii do roku 2016, te błędne koło oczywiście zostało na moment przerwane co ma ujęcie w części 1. Rozumiem, że skoro psychoza była polekowa nie wyklucza to schizofrenii, jednak skoro w okresie “poza kołem” psychozy nie odczuwałem lub osoby trzecie nie mające informacji o diagnozie nie przekazywały negatywnych informacji o moim zachowaniu logicznym jest, że występowanie schizofrenii paranoidalnej w moim przypadku nie ma uzasadnienia.
3. Pojęcie zdrowia
“‘Kluczem zdrowia’ jest centralnie umieszczona zmienna zwana poczuciem koherencji (sens of coherence, SOC), która składa się z poczucia zrozumiałości, zaradności i sensowności. – Helena Sęk.
W momencie diagnozy poczucie zrozumiałości nie istniało. Może zauważyłem, że nie rozumiałem sam siebie i innych, jednak nie wiedziałem dlaczego i w jaki sposób to zmienić. Czy “leki” dały mi poczucie zrozumiałości? Oprócz wywołania psychozy, usunęły pojęcie zrozumienia. Rozumienie miałoby dotyczyć samego siebie, innych, rozumienia sytuacji zaistniałych, obecnych i przyszłych, wyciąganie wniosków, planowanie na podstawie zrozumienia. “Leki” psychiatryczne blokując wspomnienia, uniemożliwiły wgląd i retrospekcję, a brak tego, co jest podstawą do funkcjonowania “rozumienia” – neguje to, że zrozumienie nastąpi; nie jest także możliwe zrozumienie czegoś, o czym się zapomniało.
Zaradność – okazuje się, że najbardziej zaradny byłem gdy substancji psychiatrycznych nie przyjmowałem, o czym mówi część 1. Mogłem pracować, zarabiać, w gruncie rzeczy nikt mi nie robił problemów ani nie byłem powodem problemów.
Jednak w swej zaradności konsekwentny nie byłem, ponieważ udzieliłem informacji, że “leków” nie biorę. To nie zostało zrozumiane, czego nie rozumiem skoro mój stan i możliwości były lepsze – zaradność i wzrost jakości życia, relacji psychospołecznych, wzrost poziomu funkcjonowania i poprawa czynniki poznawczych – to nie miało sensu.
Poczucie sensowności podczas zażywania substancji psychiatrycznych: sens nie istniał w mojej percepcji. Nie byłem zdolny do przetwarzania czy używania wyższych form myślenia, ale nie chodzi tutaj tylko o myślenie abstrakcyjne, tak bardzo potrzebne w pracy programisty. Nie chodzi też o samą wyobraźnię i to, czy sama wyobraźnia pomaga w czymkolwiek. Chodziło o sens dalszego trucia się substancjami, które mi zalecano. Kto powtarza tę samą czynność i otrzymuje ten sam wynik – nie rozumie lub nie jest zaradny, a jego działania są bezsensowne, bezcelowe.
Decyzja o odstawienia leków okazała się mieć sens, wystarczyło to zrobić zaradnie i ze zrozumieniem, jednak te 3 składowe koherencji chroniącej zdrowie – podczas zażywania substancji psychiatrycznych były zaburzane i nie zależały ode mnie.
4. Psychiatria jako czynnik zaburzający poczucie koherencji, ujęcie salutogenetyczne
“…poczucie koherencji zostało określone jako “globalna orientacja człowieka wyrażająca stopień, w jakim człowiek ma dojmujące, trwałe, choć dynamiczne poczucie pewności, że (1) bodźce napływające w ciągu życia ze środowiska wewnętrznego i zewnętrznego mają charakter ustrukturalizowany, przewidywalny i wytłumaczalny; (2) ma dostęp do środków, które mu pozwolą sprostać wymaganiom, jakie stawiają te bodźce; (wymagania te są dla niego wyzwaniem wartym wysiłku i zaangażowania” – Helena Sęk, Antonovsky, 1987, 1995
Ustrukturalizowane bodźce – czyli bodźce takie, które posiadają strukturę. Struktura wymaga pewnej formy skomplikowania bez znaczenia czy struktura jest uporządkowana czy też nie.
Moje nabyte wówczas objawy: zaburzone czynniki poznawcze, brak możliwości zrozumienia, zablokowany dostęp do pamięci długotrwałej i zaburzona pamięć krótkotrwała, a także spłycenie poznawcze, emocjonalne, stan sedacji.
Objawy te są gwarantem, że bodźce napływające nie będą dostatecznie zrozumiane, aby mogły być postrzegane jako złożone. Strukturalizowanie struktur niedających się strukturyzować wraz z brakiem ciągłości ich pojmowania i postrzegania nie pozwala na zrozumienie ich oraz zrozumienie kiedy i w jakich okolicznościach powstają, więc nie jest możliwe przewidzenie kiedy podobne i skorelowane wystąpią ponownie.
Wymagania jakie stawiają bodźce nawet jeżeli byłyby ustrukturyzowane, ale w wektorze nowo postrzeganym, nowym dla mnie zażywającego wtedy “leki” – przyjmowanie ich skutkowało brakiem możliwości nauki, rozwoju i zaburzeniem umiejętności adaptacji – to celowe blokowanie dostępu do środków pozwalających na sprostanie wymaganiom dawanym przez bodźce.
Działanie w obszarze, który nie jest postrzegany podczas występowania objawów tychże, a to indukowała psychiatria – było niemożliwe. Brak możliwości postrzegania i zrozumienia struktur i sekwencji bodźców neguje możliwość działań jakichkolwiek, więc nie ma mowy o wysiłku czy zaangażowaniu, a samo zaangażowanie w kierunku czegoś, czego się nie rozumie jest nielogiczną chęcią do potwierdzenia swojej niekompetencji co można uznać jako objaw choroby.
Poczucie koherencji dawałoby możliwość bycia zaradnym wobec tego co znane i tego co nowe (adaptacja) jednak koherencja zaburzona lub stan, w którym nie można powiedzieć o koherencji powoduje uczucie bezradności, można czuć się ofiarą zdarzeń, na które nie ma się wpływu. Nie jest wtedy możliwe panowanie nad sytuacją. Udzielenie informacji psychiatrze, że jest się ofiarą zdarzeń (w mojej sytuacji) skutkuje wnioskiem: “urojenia prześladowcze”, “urojenia nastawcze”, “urojenia ksobne” lub nieporadność uwarunkowana “chorobą”.
Po diagnozie, w trakcie aktywnego “leczenia” lub w okresie nie przyjmowania substancji psychiatrycznych doznawałem faktycznych represji z różnych stron. Wobec niechęci społeczeństwa do osób z diagnozą oraz krzywdzącym mnie mechanizmem psychiatrii i sądownictwa, które nie tylko utrwalały błędną diagnozę, ale działały i działają nadal na moją niekorzyść: poczucie sensowności, które miałoby być przyczyną do zmagania się z wyzwaniami życia, z którymi się borykałem; energia jaką bym musiał dostarczyć w celu rozwiązania problemu pierwotnego lub problemów bieżących: w kontekście rozwoju struktur osobowości, kompetencji zawodowych czy umiejętności społecznych – przekraczało przez długi czas moje możliwości.
Biorąc po uwagę koherencję i wewnętrzną, podświadomą lub świadomą – chęć do poprawy funkcjonowania tego bytu jest czynnikiem stresogennym wewnętrznym lub indukowanym zewnętrznie wobec chęci zmiany czy działań w jej obrębie. Jako człowiek mogę być podatny lub odporny na stres, natomiast zmiana nawyków reagowania nawet jeżeli jest obecna: w określonych sytuacjach była tłamszona zmianą substancji czynnej, dodaniem następnej, diagnoza była poszerzana o nowe objawy – a to zostaje ujęte jako udzielenie środowiskowego zasobu wsparcia w postaci aktywnego “leczenia” pacjenta.
Czynniki tworzące zdrowie podczas terapii farmakologicznej przestawały istnieć, odbywając farmakoterapię nie posiadałem zasobów wewnętrznych aby być ujętym w ramach gdzie te czynniki mogłyby wpływać na zdrowie czy zachowanie. Osiąganie zdrowia, czyli proces równoważenia zasobów i obciążeń mógłby zostać ujęty jako właśnie farmakoterapia, ale w kontekście trzymania osoby zdiagnozowanej w stanie choroby i wywoływania u niej objawów następnych utrzymując lub powodując implikacje społeczne czy nie pozwalanie jej na rozwój – to proces wywoływania choroby.
W moim przypadku psychiatrię używano jako coś, co mogę nazwać czynnikiem chorobowym i zaburzającym wielowymiarowo.
5. Schizofrenia, psychiatria, normy społeczne
“Normy społeczne są kulturowo ukształtowanymi definicjami zachowania uznawanego za pożądane. Normy te określają, jakie zobowiązania ciążą na jednostce w związku z pełnieniem przez nią określonych ról społecznych.” – Helena Sęk
Od osoby zdiagnozowanej psychiatrię oczekuje się, że spełni warunek pożądany i nadany przez społeczeństwo – będzie się “leczyć”. Osoba jest zobowiązana do pełnienia roli pacjenta i do stosowania się do zaleceń “lekarza”. Stosowanie się do zaleceń lekarza jest typowe dla osoby chorej. Odstępstwem od normy społecznej w wielu kulturach byłoby nie stosować się do zaleceń lekarza lub nie pełnienie roli pacjenta gdyż jest to przyjętą i ustaloną konwencją. Nie spełnianie wymogów kulturowych i oczekiwań społecznych w związku ze schizofrenią paranoidalną, nie stawienie się w roli osoby chorej psychicznie – to ratowanie własnego zdrowia, życia czy majątku? Część 1.
- W relacjach niezawodowych spełnianie czyichś próśb, których się spełniać nie chce, robienie czegoś wbrew własnej woli – może prowadzić do zaburzeń osobowości. (Maria Chuchra).
- Działanie autodestrukcyjne czyli bezmyślne zażywanie substancji psychiatrycznych powodujące następne objawy, negatywne wpływanie na swój potencjał intelektualny za pomocą tychże – jest działaniem autodestrukcyjnym co może być uznane jako objaw schizofrenii paranoidalnej.
- Spełnianie wymagań powszechnych norm społecznych w kontekście relacji osoba chora psychiczna <-> lekarz biorąc pod uwagę działalność autodestrukcyjną nie sprzyja rozwojowi osobie chorej psychicznej, a powoduje jego chorobę lub brak zaradności i zależność od innych.
- Niespełnianie wymagań powszechnych norm społecznych tej relacji i sytuacji jest uznawane za naruszanie ładu społecznego lub za zagrożenie w funkcjonowaniu jednostki.
Czy normą społeczną i kulturową jest deprawacja, deprecjonowanie, krzywdzenie, uszkadzanie i okradanie osoby z nadaną, niepoprawną diagnozą w imię medycyny?
6. (Nie)tworzenie zdrowia.
“Zespoły kryteriów powstałe w wyniku tych teoretycznych
analiz Jahody dotyczą następujących właściwości:
- postawa względem Ja – pozytywna i wysoka samoocena,
silne poczucie tożsamości;- zdolność do rozwoju i samorealizacji;
- integracja – syntetyzująca funkcja doświadczeń;
- autonomia – zdolność do bycia niezależnym od wpływów
społecznych i do samoregulacji;- realistyczne spostrzeganie rzeczywistości;
- radzenie sobie z wymaganiami – zdolność do adaptacji
w zmieniającym się świecie.” – Helena Sęk
Biorąc pod uwagę objawy wcześniej opisane:
“Ja” u osoby z ograniczoną percepcją i z zablokowanym dostępem do pamięci długotrwałej jest zaburzone tak samo jak poczucie tożsamości. Jedyną tożsamość jaką może uzyskać to tożsamość pacjenta, osoby chorej psychicznie. Została mu ona nadana, wpojona i jest i będzie utrwalana. Nie można mówić o pozytywnej samoocenie gdyż osoba chora psychicznie nie jest odbierana pozytywnie gdyż choroby psychiczne nie są odbierane pozytywnie.
Zdolność do rozwoju i samorealizacji pomijając objawy psychosomatyczne nabyte nie istnieje wobec społecznego podejścia i dyskryminacji osób chorych psychicznie lub zdiagnozowanych psychiatrycznie.
Osoba podlegająca psychiatrii nie jest zdolna do bycia niezależnym od wpływów społecznych bez względu na to czy spełnia oczekiwania społeczne w obrębie jego choroby i roli pacjenta. Samoregulacja zatem jeśli istnieje to tylko w formie prewencji problemów, które społeczeństwo generuje wobec diagnozy: np. w formie wycofania społecznego lub podjęcia się roli pacjenta, współpracy z “lekarzem” wbrew swej woli czy wyraźnej poprawy w trakcie współpracy.
Realistyczne spostrzeganie rzeczywistości podczas farmakoterapii wydaje się nie mieć znaczenia: w kontekście norm społecznych rzeczywistość wygląda tak, że wtedy i tylko wtedy, kiedy pacjent będzie spełniał normy nawet gdy nie powinien ich spełniać z powodu narastających zaburzeń psychosomatycznych, rzeczywistość będzie mogła być określana jako pozytywna – bo ład społeczny zostanie zachowany i spokój jednostki nie będzie miał wartości negatywnej.
Zdolność adaptacji w ogólnym znaczeniu przy objawach psychosomatycznych nabytych na skutek przyjmowania substancji neuroleptycznych jest zaniżona. Nabyta tożsamość pacjenta osoby chorej psychicznej wymaga bycia pacjentem mimo wszystko, gdyż zaburzone czynniki adaptacyjne oraz obawa konsekwencji niespełnienia norm społecznych powodują represje takiej osoby w ujęciu psychiatrycznym co znaczy, że teoretyczne analizy Jahody dotyczące pojęcia zdrowia nie mają w w określonych warunkach zastosowania, co bez względu na diagnozę właściwą pogarsza rokowania.
7. Prawo a zdrowie psychiczne
Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego z dnia 19 czerwca 1994 r. (Dz.U. z 2011 r., nr 231, poz. 1375): „Zdrowie psychiczne to fundamentalne dobro człowieka”. Człowiek jest zdrowy psychicznie, gdy zaspokaja swoje potrzeby i realizuje wymagania uspołecznionej kultury, a to zależy od: sprawności funkcji poznawczych i/lub od sprawności funkcji emocjonalno-motywacyjnych, co w efekcie powoduje poczucie pełnego fizycznego, psychicznego i społecznego dobrostanu i zdolność do rozwoju potencjałów (Dąbrowski i Pietrzykowski, 1997).
W opisywanych przeze mnie w części 1. wzroście czynników poznawczych i sukcesach zawodowych czy pomyślnego rozwoju osobistego – byłem w stanie zaspokajać swoje potrzeby lub realizować wymagania grupy społecznej w obrębie zawodu. Można wywnioskować że wtedy posiadałem nie tylko możliwości, ale i motywację do rozwoju potencjałów czy do spełniania wymagań.
5 przymusowych pobytów na oddziałach zamkniętych w latach 2019-2024 w opisanych tam okolicznościach spowodował:
- brak motywacji do realizowania wymagań pracodawcy, bo w związku ze stygmatyzacją pracodawcy nie będzie
- zahamowanie funkcji poznawczych i ich blokada
- niepełność psychicznego i społecznego dobrostanu
Ustawa o zdrowiu psychicznym nie definiuje zdrowia na podstawie faktu hospitalizacji czy przyjmowania leków, natomiast uczestniczenie w tymże ponownie pogorszyło funkcje poznawcze, funkcjonowanie zawodowe oraz społeczne, co jest sprzeczne z deklarowanym celem ustawy oraz sprzeczne z definicją zdrowia psychicznego.
Bycie zdrowym zatem przy błędnej diagnozie schizofrenii paranoidalnej nie ma prawa bytu, podczas gdy mogłoby to zależeć od osoby zdiagnozowanej, jednak normy społeczno-kulturowe na to nie pozwalają, a jednocześnie psychiatria wpływając w opisany sposób na koherencję – wpływa na kryteria dochodzenia do zdrowia. To znów jest akceptowalne gdyż istnieje na zezwolenie prawne, co jest zanegowaniem dbania o fundamentalne dobro człowieka jakim jest zdrowie psychiczne.
Ustawowe przymusowe leczenie wspomniane w części 1. zostało już opisane w kontekście relacji i konfliktu finansowego – to nie był więc problem medyczny.
W sprawie ubezwłasnowolnienia natomiast przymus i odebranie praw obywatelskich, cywilnych, konstytucyjnych odbiera autonomię i wpływa negatywnie na samoocenę, które są fundamentem zdrowia psychicznego – wtedy jest to czynnik patogenny, a nie leczniczy lub taki, który zapewnia osobie dobro.
8. Podsumowanie
Biorąc pod uwagę część 1. i część 2. do tego momentu:
Diagnoza z 2008 roku została postawiona z rażącym błędem w sztuce lekarskiej, z naruszeniem kryterium ICD-10. Zignorowano używanie THC oraz nie wzięto pod uwagę głównego czynnika psychogennego, które wraz z niedostosowaniem mojej osoby w relacjach psychospołecznych i egzogennym czynnikiem wynikającym z błędu lekarskiego doprowadziły do sytuacji faktycznych.
Czynnik egzogenny występujący do roku 2016 i niedoświadczenie życiowe w sytuacjach, w których zostałem postawiony po roku 2019, przy wykorzystywaniu mojej diagnozy do prowokowania interwencji oraz docelowego zatajenia nadużyć finansowych, a nawet wystosowanie wniosku o ubezwłasnowolnienie bez zapoznania się z obecnym stanem zdrowia poddaje pod wątpliwość nie tylko samą diagnozę, a rolę psychiatrii i sądów w kontekście realnej pomocy, dbania o fundamentalne dobro człowieka jakim jest zdrowie psychiczne – co jest regulowane prawnie ustawą o zdrowiu psychicznym, a równocześnie działania praktyczne naruszają zasadę koherentności oraz ma tutaj zastosowania zasada wpojonej bezradności.
9. Przypadki łamania praw człowieka w imię medycyny, a naruszenia prokuratury rejonowej w Tychach
(13.12.2025 – powyższe wpisy wymagają aktualizacji)
- Pobicie mojej osoby przez 2 sprawców w roku 2018 lub 2019 zostało umorzone na wniosek prokuratora z Tychów, w uzasadnieniu czytamy: “niska szkodliwość społeczna czynu”. Osobom tym nie przedstawiono zarzutów karnych wobec. Na przesłuchaniu osoba przesłuchująca Ćwiertniewicz uwierzyła marginesowi społecznemu lub miała w tym interes co najmniej własny – doszło do rzekomej prowokacji wystosowanej przeze mnie – co się nie wydarzyło. Dostałem informację ustną w stylu: “należało się”. Policja nie sprawdziła monitoringu lokalu. Badanie uszkodzeń ciała nie było brane pod uwagę.
- Zniszczenie sprzętu elektronicznego w moim miejscu zamieszkania – laptop o wartości około 8500 PLN. Przebieg sprawy pozostaje mi nie znany od kilku lat, postępowanie zostało prawdopodobnie umorzone, a moja osoba takiej informacji nie otrzymała być może z powodu braku możliwości odebrania listu poleconego gdyż mógłbym wtedy przebywać na oddziale zamkniętym.
- Przywłaszczenie renty przez osobę bliską na kwotę 75,658.90 PLN sposobem, na przestrzeni 8 lat było możliwe i też łatwiejsze po jasnych i jawnych instrukcjach pierwszego psychiatry Grażyny Urbanowicz. Prokurator Paszek nie uruchomił procedur śledczych uzasadniając: “nie ma dowodów”. Śledztwo nie zostało wznowione z powodu mi nie znanych, a to gwarantowałyby artykuły kodeksu postępowania karnego.
- Sprawa Wiktora P. ze Szczecina – na 9 dni przed uchyleniem mi aresztu, gdyż zaszło podejrzenie, że z wielkim prawdopodobieństwem to właśnie ta osoba dokonała czynów zabronionych w postaci stalkingu, nękania, kradzieży tożsamości oraz gróźb karalnych: zdecydowano w prokuraturze Tyskiej, że nie ma dowodów, że to ta osoba. Zatem skoro nie ma dowodów, że to Wiktor P. dopuścił się tych czynów – nie było także dowodów, że ja wysłałem listy email na komendę Tychy i do prokuratury. Za brak dowodów, że zrobił to ktokolwiek zostałem zatrzymany na 52 dni. Informacje o umorzeniu pierwszej sprawy z Wiktorem P. zostało umorzone na wniosek prokuratora z Tychów o czym poinformował mnie Pan Kruszyna z komendy miejskiej Tychy
Wiktor P., Mikołaj R. i 5 innych osób zostali zatrzymani i zastosowano wobec nich najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci aresztu tymczasowego na 3 miesiące, działali oni w ramach grupy przestępczej. - Matka z wypowiedzi ustnej poinformowała mnie, że to ona zgłaszała służbom cokolwiek w roku 2022 i 2024. W związku z jej działaniami, co zostało opisane wcześniej zapewniła mi utratę przytomności wobec zastosowania środków przymusów bezpośredniego przez policjanta, uszkodzenie ciała na SOR GCM Katowice gdzie nabito mi 2 siniaki na okolicach bicepsów, uszkodzono żyłę wielokrotnymi “próbami” wbicia wenflonu, założeniem cewnika – a to wszystko bez kontaktu z “lekarzem” psychiatrą pierwszego kontaktu. SOR GCM było w roku 2020 miejscem zbrodni – morderstwem pacjenta, którego dopuścił się personel medyczny, na terenie oddziału nie było psychiatry. Sama matka natomiast dopuściła się zatajenia faktu przestępstwa przywłaszczenia renty, działała wspólnie ze służbami i psychiatrami, brak dowodów czy w porozumieniu.
Powyższe sprawy dotyczą tylko mojej osoby, natomiast jestem w posiadaniu opisanej już wiedzy na temat spraw lokalnych oraz spraw krajowych, które wkrótce ujrzą światło dziennie na moje działanie lub jego braku.
10. Behawioryzm
…nie tylko precyzyjnymi studiami eksperymentalnymi nad poszczególnymi etapami procesu przetwarzania informacji przez człowieka, ale przede wszystkim wprowadzeniem tzw. szerokiego podejścia poznawczego do psychologii teoretycznej (Maruszewski, 1996).
Zgodnie z tym podejściem, aby zrozumieć i przewidywać
zachowanie człowieka, trzeba w pierwszej kolejności pojąć,
w jaki sposób odbiera on i rozumie otaczający świat (Markus,
1993). Równolegle, choć do pewnego stopnia niezależnie,
w ramach psychologii klinicznej rozwijały się nowe sposoby (Helena Sęk)
Opisane wcześniej przeze mnie zaburzenia czynników poznawczych w konfrontacji z koherentnością przy zażywaniu substancji psychiatrycznych powstały zanim dotarłem do tego opisu – mowa o bodźcach, które człowiek jako jednostka myśląca i rozwiązująca problemy doświadcza. Utrzymuję swoje stanowisko wobec przeskalowania bodźców do zrozumienia i przewidywania zachowania człowieka. Jednakże człowiek jeżeli chciałby zrozumieć i przewidywać zachowanie drugiej osoby musiałby zacząć od zrozumienia samego siebie. Z moich empirycznych wynika, że nie jest możliwe zrozumienie samego siebie i przewidywania co się powinno zrobić w sytuacjach niezaistniałych – ograniczona percepcja i uproszczenie bodźców napływających posiada zbyt małą ilość informacji, a uzyskanie metainformacji ze zbyt małej ilości informacji jest niemożliwe. Z empirycznych – w jaki sposób stało się, że całkowicie wycięto mi z pamięci 10 lat kształcenia muzycznego, podczas którego rozwijałem obszary mózgu okołoemocjonalne, w jaki sposób stało się, że zatraciłem zdolności motoryczne, a te były na wysokim poziomie ponieważ w latach młodzieńczych uprawiałem sport ekstremalny?
Stało się to w taki sposób, bo je zażywałem zgodnie z wolą “lekarzy”, “matki” i za “zgodą” “sądu”.
Czy zna ktoś “lekarza” psychiatrii lub magistra prawa zażywającego “leki” psychiatryczne już na 1. roku studiów?
Coraz bardziej zaawansowane poznawcze podejścia
teoretyczne i kliniczne, a także ewolucja behawioryzmu,
przyczyniły się do powstania i rozwoju współczesnych koncepcji
zaburzeń psychicznych jako pochodnych dysfunkcjonalnych
struktur i wadliwie przebiegających procesów poznawczych
(np. zniekształceń poznawczych), nawiązując tym samym do
modelu psychopatologii podatność (m.in. kognitywna) – stres
(bodziec aktywujący latentne dysfunkcjonalne struktury)
(vulnerability–stress; Landowski, 2002). Kliniczna psychologia
poznawcza podkreśla przede wszystkim rolę zdeterminowanego
przez struktury poznawcze przetwarzania informacji
w aktywowaniu poznawczych, afektywnych, motywacyjnych
i behawioralnych reakcji tworzących adaptacyjne (dobrostan
psychiczny) i dezadaptacyjne (zaburzenia psychiczne) wzorce
funkcjonowania. Wzorce te, kształtowane przez temperament,
doświadczenia rozwojowe i historię uczenia się, bazują na
czynnikach genetycznych oraz ewolucyjnych… (Helena Sęk)
Zahamowane doświadczenia rozwojowe i patologiczne tempo uczenia się spowodowane przez bezmyślne przyjmowanie substancji psychiatrycznych prowadzi do pojawienia się czynnika dezadaptacyjnego – jeżeli nie występuje czynnik genetyczny. Działanie tych substancji determinuje zablokowanie systemu poznawczego, przetwarzania informacji, a równocześnie adaptacyjny wzorzec funkcjonowania jakim mogłaby być motywacja jest zaburzony – człowiek może wykonywać polecenia przy jednoczesnej podatności kognitywnej. W praktyce osoba wysoko funkcjonalna do momentu osiągnięcia pełnoletności przestaje być świadoma w jaki sposób oraz w jakim obszarze mogłaby uzyskać stan koherencji, a normatywność psychospołeczna wydaje się być wtedy w najwyższej wartości bo przecież “pacjent” leczy się i “nie sprawia problemów”.
Zatem to interakcja genetycznych predyspozycji ze
specyficznymi urazami, np. niepożądanym wpływem innych
osób przyczynia się do powstania dysfunkcjonalnych struktur
umysłowych, które przejawiają się w postaci wzorców
funkcjonowania charakterystycznych dla zaburzeń
psychicznych. I choć w modelu tym akcentuje się kluczową rolę
poznania, to nie znaczy, że powoduje ono psychopatologię.
Poznanie odgrywa ważną rolę w patologicznej reakcji na
zdarzenia, jest ważną częścią wzorca funkcjonowania
i obiecującym punktem interwencji, ale nie stanowi przyczyny
zaburzeń (Pretzer i Beck, 2005; por. Górska, 2014).
Wykorzystanie nie tylko genetycznych predyspozycji przy wpływie osób niepożądanych prowadzi do powstania dysfunkcjonalnych struktur umysłowych. Został pominięty czynnik nabyty wobec działalności osób niepożądanych lub wobec działalności własnej w kontekście odruchów warunkowych, bezwarunkowych oraz odruchów hamowania. Zablokowanie “poznania” prowadzi do co najmniej zerowej poprawy stanu osoby “zaburzonej” mimo, że zaczyna się wpisywać w psychospołeczną normatywność społeczeństwa. Sam brak zdolności poznawczych oczywiście nie prowadzi do zaburzeń jednak wobec jego braku “pacjent” wraca do poprzednich zajęć i zainteresowań i najczęściej do tych samych osób ze społeczeństwa, które mogłyby oddziaływać niepożądanie na wzorce funkcjonowania co jest dysfunkcją i brakiem logiki w przekonaniach, gdzie wyróżniamy przekonania własne oraz przekonania wpojone pomijając wartość etyczną przekonań.
Pomaganie sobie w blokowaniu samorozwoju i samorealizacji to zachowania autodestrukcyjne. Wpajanie sobie irracjonalnych, szkodliwych dla własnego funkcjonowania dogmatów psychiatrii i pozwalanie sobie na wpajanie uległości i hamowanie jednostki w tym kontekście jednak nie do końca jest działaniem autodestrukcyjnym pochodzącym od wewnątrz ale oznaką, że internalizacja psychiatryczna po prostu działa pochodząc z zewnątrz. U podłoża takich dysfunkcyjnych, nielogicznych i przeczących doświadczeniu wpajanych przekonań leży powoływanie się na autorytet lekarza, wykazywanie objawów choroby np. na podstawie niedoświadczenia życiowego “pacjenta”, a to może spowodować, że techniki wpajania przekonań absolutystycznych okażą się tym skuteczne im bardziej bodźce społeczne w ujęciu psychonormatywności będą pozytywne. Jest to zabieranie człowiekowi odpowiedzialności za siebie i za trudności, które spowodował sam lub zostały mu one dostarczone z zewnątrz.
11. Schemat poznawczy a empiryka
Aktywacja schematu uległości i bezradności zostaje uruchomiona przez psychiatrów i/lub sąd. Wpajane przekonania są konstytuowane przez syntetyczny autorytet “lekarza” jako tego wykształconego, ten ma za zadanie wycofać ze świadomości przekonania wszelkie nie pozwalając na ich utorowanie czy wyjaśnienie retrospekcyjne. Aktywacja schematu uaktywniona spełnia swoją funkcję czyli dokonuje kategoryzacji jednostki “leczonej” pozbawiając go możliwości interpretowania napływających bodźców.
“Pacjent” zatraca wiedzę o wielu odcinkach rzeczywistości, a jest postawiony w tej głównej, w której przekonania warunkowe fałszują obraz całości JA – “pacjent musi brać leki”, “pacjent jest chory”. Myślenie automatyczne w tym kontekście to zautomatyzowanie działań jednostki oraz jej myślenia co czyni bezradnym. Ta kluczowa rola psychiatrii, która działa w sposób oczywisty i opisuje jednostkę używając “niepodważalnej prawdy”, bez względu na to, czy jest stosowana farmakoterapia nie pozwala na zrozumienie okoliczności życiowych jednocześnie wycofując świadomość.
Poznawcza podatność jest doceniania w społeczeństwie, a jakiekolwiek ukazanie braku podatności skutkuje błędnym kołem wniosków: “nawrotu choroby”, “odstawienia leków” gdzie niejednokrotnie dochodzi do “zgody” sądu na przymusowe wygaszenie świadomości jednostki i przestawienia jej na właściwe tory – nie takie, która chce jednostka, a takie, które chce społeczeństwo bez lub za “zgodą” sądu.
Wobec poprzednich okazuje się, że psychiatria w moim przypadku była czynnikiem dezadaptacyjnym czynników poznawczych oraz doprowadziła do restrukturyzacji poznawczej. Te same terminy naukowe są używane w psychoterapii poznawczej. Oddziaływanie antykorekcyjne, które nie prowadzi do rozwiązania problemów pierwotnych, a wygasza nie tylko dysfunkcjonalne zachowania jest elementem korygującym w tryb błędnych przekonań innych jednostek lub błędnych działań jednostki w obrębie fałszywych informacji podczas błędnego ich przetwarzania lub braku możliwości ich przetwarzania.
Psychiatria jest mechanizmem modelowania i warunkowania instrumentalnego, przy czym stosowanie substancji psychiatrycznych pozbawia umiejętności analizy własnej oraz innych, gdzie kierowanie “pacjenta” z diagnozą schizofrenii paranoidalnej na terapię behawioralną jest niczym innym jak pozbawianiem go niezbywalnej godności i prawa do wolnego wyboru. Tyczy się to też bezzasadnych interwencji skutkujących “zgodą” sądu na przymusowe internowanie, podczas których niemożność uniknięcia dezadaptacyjnych form “terapii” wpływa na zachowanie późniejsze co jest konsekwentnym i praktycznym działaniem wpajania autodestrukcyjnych zachowań, a to jest uprawomocniane, wzmacniane i utrwalane zarówno przez psychiatrów, sądy, a ostatecznie społeczeństwo.
Podejście stosowane czyni ślepym na bolesną rzeczywistość, której “pacjent” sam nie zauważył lub w tym momencie nie jest w stanie tego logicznie wytłumaczyć, a nawet jeśli mógłby – bez materiału dowodowego to nie zostanie brane pod uwagę. Zatracenie uwagi (awareness) skutkuje zatem obniżeniem poziomu zdolności do regulacji emocjonalnej.
Niechęć do szczegółowej analizy potencjalnie prawdziwych faktów z punktu jednostki może być uzasadniona, nie jest są znów uzasadnione procedury “leczenia” prowadzące do cierpienia wtórnego oraz procedury te z faktami się nie konfrontują. U jednostki dochodzi do autodeprecjonujących porównań społecznych, niezaspokojonych pragnień, nienawiści uzasadnionej wobec nieświadomego pragnienia życia świadomego, osoba taka jest ofiarą uprzedzeń podczas gdy wszelkie próby przeciwdziałania wolnej woli jednostki są dążeniem do unikania konfrontacji z faktami przez “lekarzy” psychiatrów oraz przez społeczeństwo – same procedury psychiatrii są wycofywaniem się z sytuacji niekomfortowej czy prewencja zaistnienia sytuacji niekomfortowej.
Farmakologia stosowana z premedytacją jest unikaniem ujawnienia faktów oraz unikaniem możliwości konfrontacji jednostki z tym co bolesne i trudne, a ból i trud bez sprawdzenia czy zaburzenie jest endogenne lub egzogenne skutkuje pozbawieniem aktywności mających na celu ujawnienie pierwotnego problemu co w kontekście bezmyślnego faszerowania jest tłumieniem, represjonowaniem, pozbawieniem praw człowieka wobec przesłanek nieznanych czy niejawnych.
Czynniki patopsychologiczne procedur psychiatrii to:
- pozbawianie doświadczania rzeczywistości w jej realnym kształcie na podstawie przeżyć na linii ja-inni przy jednoczesnym dodawaniu cierpienia i podejmowania procedur defensywnych i prewencyjnych (nonacceptance)
- defuzja poznawcza – nadawanie znaczeń rzeczywistości “pacjenta” poprzez ingerencję w biochemię mózgu i oraz za pomocą drogi werbalnej
- obraz wpojony jako kontekst – związanie się z rolą “pacjenta”, doświadczanym w czasie traktowania jednostki jako osobę “chorą” z nadmiarowymi, kolejnymi objawami, które kreują wyobrażenia jednostki na swój temat a te są potwierdzane przez społeczeństwo i na to jest “pozwolenie” sądów
Blokowanie akceptacji doświadczanego “tu i teraz” wraz z podejściem midfullness, blokowanie czujności wewnętrznej inspirowanej religiami Wschodu jest specyficznym rodzajem walki ze świadomością skutkującym brakiem orientacji w życiu wewnętrznym.
Nie jest jasne czy blokowanie czujności to wyrafinowana sztuka “mind control” czy prewencja przed ukazaniem prawdy – zaistniałego bólu i trudu jednostki.
Brak kontaktu z chwilą obecną oraz przeszłą, brak możliwości określenia co jest w życiu jednostki ważne i co temu nadaje sens by podejmować działania jest wycelowanym działaniem niezgodnym z prawami człowieka i/lub świadomym ukrywaniem przestępstw ujętych w prawie karnym.
12. Filozofia, psychologia, psychiatria.
Błędem poznawczym psychologii jest doszukiwanie się i opisu sensu istnienia, celu w życiu jednostki w ujęciu teologii Wschodniej. Psychiatria znów ma na celu sensu życia pozbawić. Obrazując przykładem w formie cytatu przeczytanym lata temu w internecie: “psychopata zabił i rozpruł człowieka bo szukał w nim duszy. nic nie znalazł.”
Opis człowieka w kontekście jego drogi do poznania samego siebie z zastosowaniem psychiatrii jest coraz bardziej tendencyjnym hamowaniem naturalnej kolei rzeczy jaką jest rozwój. Pozbawiane są znaczenia jeszcze nieświadome, zaburzona jest przyczynowość co miałoby sens wobec intencji zatajenia prawdy lub ukrywania przestępstw. Człowiek poddany “farmakoterapii” jest pozbawiony wolnej i intencjonalnej aktywności, samorefleksji i samoświadomości. Człowiek taki jest pozbawiony możliwości autentycznego kierowania własnych możliwości w sensie realizacji drogi życiowej, a pozbawiony wolnego wyboru jest więźniem samym w sobie, kiedy to świat “spiskuje” oraz “działa przeciwko niemu – urojenia spisku, urojenia nastawcze.
Poznanie i samopoznanie wobec stosowanych substancji psychiatrycznych jest nie możliwe bez jawności poznania wewnętrznego i zewnętrznego, a to działa wobec zredukowanego obrazu, nie pomaga w poznawaniu samego siebie negując całkowicie egzystencję wewnętrzną jednostki co czyni psychiatrię antyludzką praktyką zamachu na świadomość.
Procedury psychiatrii to usystematyzowana metodologia ograniczania zdolności do realizacji i urzeczywistniania własnych postulatów, nie pozwala na przekraczanie granic własnego JA więc nie jest realizowaniem aksjomatów zdrowia psychicznego – jest więc transgresją z pominięciem praw cywilnych, karnych często przed wystąpieniem zarzutów tychże – kiedy zarzuty miałyby dotyczyć nie tylko osoby zdiagnozowanej.
Nabyta niezdolność do poszukiwania sensu życia zgodnie z naturalną zdolnością do jego poszukiwania neguje pierwotną potrzebę jego uzyskania. Są to więc praktyki antyegzystencjalistyczne, są zamachem na samorealizację oraz inteligencję samą w sobie – to jest sterowane przez instytucje psychiatrii za zgodą sądów z poklaskiem społeczeństwa co może być określane pewną cechą kierowania się zerowymi wartościami dążenia do zmian z pełną świadomością i intencją działalności przeciwko człowieczeństwu z naruszeniem praw człowieka.
Psychiatria więc neguje termin “logoterapii” oraz jej uzasadnioną rolę w egzystencji jednostki więc nie jest poradą życiową, a pogłębianiem patologii w ujęciu psychonormatywności – co też udowodniłem empirycznie stosując poznane techniki autologoterapii będąc jednocześnie niewysłuchanym, a internowanym 4 razy na oddziałach zamkniętych psychiatrii wraz z zatajeniem realnie występujących przestępstw lub podczas wykazywania zwiększonych czynników poznawczych – co stawia pod dyskusję rolę ujętą prawnie w formie ustawy o zdrowiu psychicznym w powiązaniu z art. 544-560 KC “ubezwłasnowolnienie”.
13. Derefleksja a jakość życia
- Nie, nie byłem obecny w świecie jako osoba szanowana od momentu diagnozy, nie posiadałem własnej przestrzeni, byłem atakowany, a oparcie było syntetycznym faktem “jestem pod opieką specjalisty”.
- Nie wiem czy cieszę się życia. Jestem bo jestem, żyję bo żyję. Brak zwerbalizowanego określenia wartości jakimi się kieruję. Zakłócenia te wiązały się z psychiatrią oraz procedurami jakimi operowano przeciwko mojej osobie.
- Nie byłem sobą i nie miałem prawa do wolności, do wolności wyboru decyzji gdzie odpowiedzialność mnie nie dotyczyła, a odpowiednie procedury odnośnie – zostały wdrożone. To mogłoby prowadzić do zaburzeń osobowości (Helena Sęk, Maria Chuchra)
Nurt fenomenologiczno-egzystencjonalny uznawany przez psychologię w koneksji teologii Wschodniej w całości nie współdziała z psychiatrią oraz formą praktyczną internowania na oddziałach zamkniętych psychiatrii gdyż autentyczność jednostki oraz spraw dookoła niej istniejących jest w całości nieuznawana. Psychiatria w wielu przypadkach wyboru nie daje bez zgody czy za zgodą sądów więc nie ma mowy o sensie, leczenia nieuleczalnych z pozoru chorób co nie jest kierowaniem się wartością, a uzasadnianiem syntecznym wartości sprzecznych z wolą istnienia samej w sobie, nadanej lub uzyskanej.
Niechęć do zmian na terytorium RP i nie tylko – potwierdza “non transhuman generic approach”, a pragnienie zniewolenia za pomocą posługiwania się fałszywymi autorytetami przy zgodzie instytucjonalnej za pomocą wykorzystania niewiedzy ogółu oraz braku asertywności jednostki i praktycznych form prewencji zagrożenia jednostki tejże stosowana była od lat 1970 (USA, nałożenia fal radiowych niskiej częstotliwości, patent należący do rządu USA -> rzekome zeznania “rząd steruje ptakami”: potwierdzone po 50 latach, moment odtajnienia). Pytanie do wewnętrznych przemyśleń oraz na forum międzynarodowe: na jakich podstawach prawa do odszkodowań za śmierć lub krzywdy jednostki operującą prawdą wobec samoświadomości egzystencji zostały pominięte? Przecież mieli rację, odnosili się do prawdy podczas gdy zastosowano negację w imię medycyny i czynności operacyjne prewencyjne odnośnie zafałszowania faktów.
Fakt opisany w literaturze specjalistycznej w latach 60 XX w. odnośnie wypracowanych idei zwalczania pewnego specyficznego rodzaju podejścia w kontekście psychoanalizy i behawioryzmu jest wyraźnym ruchem przeciwko:
- nie poznanego do tej pory ruchu czy działań nieuświadomionych przez jednostkę procedur transgenicznych
- lub jawną negacją i prewencją rozwoju.
- lub doprowadzenia do nie rozwoju intencyjnego.
Negacja stosowana w formie procedur zaburzenia samoświadomości w kontekście zagubienia egzogennego cechuje się brakiem dążeń do weryfikacji metodologicznej czynników mierzalnych oraz odtwarzalnych. Uprzedmiotowienie człowieka, osoby badanej jest jawnym konfliktem braku zrozumienia a podstawą pierwotną sensu egzystencji. Spontaniczne próby lub uzasadnione próby zmian swojego stanu świadomości – czy za pomocą substancji zakazanych czy z użyciem indukcji tychże stanów substancjami “legalnymi” – jest postrzegane jako zaburzenie, choroba psychiczna czy wrodzona ułomność wobec zdeterminowanej i stosowanej jakości usług “leczenia” psychiatrycznego.
Manipulacja zastępuje dialog, podmiotem “leczenia” nie jest fakt zaistniały, lecz zachowanie jednostki nie do końca spójnej z prezentowaną ideą. Proces samoaktualizacji – stare ja, nowe ja – ma na celu nie zaistnieć wobec przyjętych procedur. Takie rozumienie archaicznego systemu niepoznania oraz prewencji samopoznania wobec zaistniałych faktów mogłoby doprowadzić ponownie do upadku jednostki lub całych grup społecznych, a ostatecznie do upadku całych cywilizacji (historia upadku starożytnego Imperium Rzymskiego oraz Greckiego).
14. Koncepcja zdrowia i samorealizacji.
Zaindukowane fakty niedoboru: fizjologicznego, bezpieczeństwa, przynależności, szacunku i samoakceptacji – indukowane są za pomocą reakcji społeczno-prawnych kiedy procedury stosuje psychiatria lub/i służby mundurowe. Nienaturalne informacje zwrotne z tych ideowo fikcyjnych bytów stanowią pokaz siły mającej wynik w wartości zaufania do tychże instytucji. Ta zhierarchizowana organizacja wpajania potrzeb osiągnęła maksimum użyteczności co znajduje miejsce w realizacjach otoczenia i w praktyce.
Powyższe powstało przed przeczytaniem strony 351/2035 Psychologia Kliniczna Helena Sęk – empirycznie jestem zgodny z przekazem. Oczywiście zostałoby to ujęte w formie “krytycyzmu choroby” zgodnie z intencjonalnym zaburzeniem świadomości i czynników poznawczych w imię medycyny, te spójne psycho-społecznie-instytucjonalnie wobec świata obserwowalnego też zatajanego wobec jeszcze nie powstałych czynności operacyjnych zgodnych z prawem karnym.
Teoria Maslowa w rozumieniu bytu poniekąd jest koherentna, aczkolwiek:
- percepcja rzeczywistości jest zaburzona substancjami psychiatrycznymi
- otoczenie nie akceptuje osoby zaburzonej, a nawet ją wykorzystuje – brak też możliwości spontanicznej twórczości, a stosowanej np. w szkołach aktorskich
- koncentracja na zadaniu bezzasadna, czynniki pozwalające na koncentrację s są spłycone
- możliwość nawiązania więzi wobec ostracyzmu społecznego wobec diagnozy nie istnieje
- demokratyczna (społeczna) struktura nie charakteru, a opisu syntetycznego obrazu nie jest szacunkiem do odmienności a jest kreowaniem uprzedzenia.
Co uzasadnienie znajduje na stronie 352/2035 wyżej wymienionej książki Pani Helena Sęk.
Carla Rogersa pojęcia zdrowia, a wątek represji lub zatajania przestępstw
“O stawaniu się osobą” – powstało na empiryce własnej oraz książki Heleny Sęk.
Człowiek z mierną wartością samoświadomości własnej nie ma żadnych możliwość samorozwoju oraz stania się osobowością zdrową. Jakby “client centered procedures” miałoby tutaj zastosowanie wobec szkodliwych działań osób trzecich przy założeniu endo/egzo. W tym toku rozwoju bez braku samoświadomości oraz dojrzałości psychospołecznej czy emocjonalnej stosowane procedury psychiatrii blokują nieuświadomione błędy własne czy zdolność rekognicji zaistniałych sytuacji. Świat zaburzony wówczas i wtedy, zdolność do postrzegania i rozumienia bodźców jest określany jako nawrót “choroby”, podawane są substancje psychiatryczne z zastosowaniem reguły wpojonej bezradności/uległości. Nie jest to forma terapii i nie ma tutaj miejsca na egzystencjalną niezgodę wobec przymusu gaszenia świadomości.
Procedury te negują koncepcję Rogersa – fałszują obraz osoby poszkodowanej diagnozą czy zaburzeniem co powoduje niespójność Ja, ta znów miałaby być gwarantem samoakceptacji i przystosowania (do czego?).
Wobec powyższego utrzymuję własne stanowisko, że psychiatria działa przeciwko koherentności i zaprzecza świadomości i tożsamości własnej a to jest zafałszowaniem i dezintegracją JA – w kontekście poziomu nerwicowego oraz psychotycznym, tak jak to zostało ujęte w moim życiorysie weryfikowalnym.
Dalszy opis (str. 358) nie pozostawia złudzeń, że wewnętrzne postrzeganie swojego samopoczucia jako pozytywne – tylko w ujęciu postrzegania jednostki nie ma zastosowania wobec procedur psychiatrii czy działań społeczno-prawnych: nikogo to nie interesuje, “bierz leki”.
Str. 359 jest dowodem moim własnym, że odkryłem wewnętrznie samodzielnie sposób terapeutyczny Rogersa (1984) – co zostało zanegowane przez tyskich milicjantów oraz katowickie ratownictwo medyczne za zgodą sądów w szpitalu psychiatrycznym. Zauważalny jest brak pola wzajemnych oddziaływań.
Biorąc pod uwagę retrofleksję i introfleksję – jako działanie zwracania energii psychosytuacyjnej do siebie lub na wewnątrz psychiatria nie zadaje pytania czy zwrócona energia jest świadomą intencją czy nie.
Mając na uwadze projekcję czyli rzutowanie na jednostkę jego nieuświadomionych i nieakceptowanych – gdyż nikt nie był na tyle uprzejmy go o tym poinformować: “domyśl się” – byłoby to tendencją powtarzalną i utrwalaną co znów jest częścią społeczeństwa kryminogennego lub toksycznego w kontekście zaburzeń psychicznych. Dochodzi do negowania własnego JA jednostki w formie ataku na jego jakkolwiek logiczne poglądy, które manifestuje, a to jest forma obrony przeciwko. Takie sprzeczne informacje rodzą problemy zaburzenie następne, utrwalają poprzednie i pozostawiane są bez przepracowania wewnętrznego zgodnie z procedurami “farmakoterapii” psychiatrycznego.
Odnosząc się do terapii Rogersa – kontinuum świadomości jest zaburzone: “lek doraźny”, “tabletka na sen”. Człowiek zgodny ze swoimi wewnętrznymi potrzebami na podstawie bodźców nadanych przez społeczności za pomocą idei medycyny za “zgodą” sądu sam winien regulację stosować, a to jest niemożliwe wobec dialogu i procedur tychże, co jest uznawane i stosowane aby zaburzać wolność poznania. Decyzja osoby zdiagnozowanej lub zaburzonej nie istnieje, a to decyzja grupy pewnej zatem utrzymuję stanowisko wyrafinowanego zastosowanie psycho-neuro-perswazji oddziałującej na jednostki.
Empirycznie – dlaczego pozwolono mi być sobą w pracy zawodowej programisty a nie pozwolono mi poddawać pod dyskusję naruszeń prawa w roli ofiary lub obrony własnej argumentami. Empiryczny wniosek – lepiej po piździe na nos w momencie na trybie, bo z idiotami nie ma co polemizować. Tak więc ujęcie w “dokumentacji medycznej” znalazło miejsce podejście praktyczne w związku z koherencją lub w związku z faktami zaistniałymi odnośnie mojego własnego niezwerbalizowanego w tym momencie wyjaśnienia.
Psychopatologia w ujęciu systemowym
Psychologia zakłada, że istnieje systemowa perspektywa dla rozumienia psychopatologii jednostki. Nie skupia się zaś na psychopatologii funkcjonowania reżimu psychiatrycznego, a może nawet go wspiera. Miałoby to zastosowanie w przypadku mojej osoby. Jeżeli istnieją dowody na liczne przestępstwa, jednostka mogłaby je zdobyć lub je posiada, była świadkiem przestępstw i działalności przeciwko świadomości powtarzalnym było kontynuować zarzucenia “urojeń nastawczych, urojeń prześladowczych, urojeń spiskowych”.
Osoby zażywające substancje psychiatryczne mogą zdarzeń nie pamiętać lub nie być w stanie werbalnie lub na piśmie odpowiedzieć na pytania, które stawia kryminologia. Kryminologię można postrzegać jako pewien system procedur dojścia do prawdy, np. odtworzenie przebiegu zdarzeń lub czynności śledcze. W kontekście kryminologii wobec zdarzeń zaistniałych – psychiatria była w moim przypadku skuteczną metodą nie tylko na wyciszenie jednostki, ale metodą na zatajanie przestępstw. Dodając do układanki kolejny system np. system społeczny kolejną psychopatologią jest oczernianie i nienawiść do osób zdiagnozowanych, co zostało udokumentowane. Kolejny system jaki wziąłem pod uwagę to system rodzinny – przywłaszczenie renty.
Psychiatria w moim przypadku była prewencją przed ukazaniem patologii systemów nie tylko wyżej wymienionych, utrzymywała spójną i stałą retorykę przy jednoczesnym zahamowaniu rozwoju, a wcześniej została zastosowana w interesie osobistym zewnętrznym. Psychiatria jest systemem zorganizowanym o rozgałęzionej strukturze wykraczającej poza nią, oddziałującą nie tylko na jednostkę zdiagnozowaną ale na wszystkie inne jednostki, które po otrzymaniu informacji, że jednostka jest “leczona” psychiatrycznie wytworzy jej sytuacje negatywne, a to w systemie prawnym w pewnych określonych przypadkach miałoby ujęcie: “współpraca przy zatajeniu przestępstw w ramach zorganizowanej grupy przestępczej”.
Teza Maturana i Varela 1980 głosi, że obraz świata jaki powstaje w umyśle jednostki zależy od jej biologii i doświadczenia. Kiedy jednostka doświadcza może doświadczać wewnętrznie i/lub zewnętrznie. Tak więc gdy jednostki w systemie społecznym są oznaczone “chorobą” psychiczną są negowane jej doświadczenia wobec zaistniałych sytuacji oraz wpływa się na jej funkcje biologiczne za pomocą psychiatrii często nie biorąc pod uwagę wielowersyjności rzeczywistości czy nawet wersji faktycznej z użyciem systemów wielu.
Zakłamanie rzeczywistości odbywa się nie tylko za pomocą wysublimowanych skrótów myślowych opisujących jednostkę lecz także przez samą konstrukcję systemów społecznych. Opisy te są narracją fałszującą obraz realny jednocześnie działając zniekształcająco na zaistniałe fakty oraz świadomość całych społeczeństw. W wyniku powołania się na autorytet “doktora medycyny”, co jest akceptowalne, akceptowalne jest również kontynuowanie tego kursu co jest modelowaniem zachowania, myślenia, funkcji poznawczych wielowymiarowo – za pomocą substancji psychiatrycznych mających na celu fałszowanie rzeczywistości.
Uwarunkowania te zostały zastosowane na poziomie biologicznym, indywidualnym i społecznym. Proces ten jest w pełni funkcjonalny i został stworzony przez system zamknięty, który operuje na poziomie kulturowym, w systemie społeczno-politycznym, religijnym. To celowe hamowanie rozwoju, pozbawianie możliwości samoregulacji, pozbawianie autonomii do funkcjonowania.
Kontrowersyjne założenie Fritz B. Simon i Helm Stierlin: “funkcja objawów jest sprzeczna. Z jednej strony symptomy służą utrzymaniu patologicznej formy homeostazy, z drugiej – dają rodzinie sposobność do zmiany” – dotyczy rodziny. Jak się okazuje w praktyce to nie jest założenie, a realnie działający konstrukt tworzący własne opowieści i nadający im sens w systemach społecznych, prawnych i politycznych.
(w kontynuacji)

Jeden komentarz do “Schizofrenia jako nieuleczalna choroba a procedury psychiatrii nie pozwalające na zdrowie”