Bezprawne zamknięcie na oddziale psychiatrycznym, uszkodzenie ciała,”zgoda” sądu na przymusowe “leczenie”.

Co zrobisz, gdy system, który ma Cię chronić, wyda zgodę na Twoje zniewolenie, ignorując ślady przemocy na Twoim ciele? W tym wpisie analizuję mechanizm ‘legalizacji’ bezprawia. Jako Hud Hatman, rozkładam na części pierwsze proces, w którym sądowa pieczątka staje się przyzwoleniem na przymus, a uszkodzenia ciała zostają przemilczane w oficjalnych raportach.

To nie jest tylko opis cierpienia – to logiczna dekonstrukcja procedur. Pokazuję, jak w trybach psychiatrii i sądownictwa gubi się człowiek, a zostaje jedynie paragraf. Jeśli chcesz zrozumieć, jak dochodzi do sytuacji, w której bicie nazywa się ‘środkiem przymusu’, a bezprawne zamknięcie ‘opieką’, ten tekst jest dla Ciebie. To bolesna lekcja z zakresu ‘systemowej matematyki’, gdzie rachunek strat zawsze obciąża obywatela. Czas, aby te liczby i fakty ujrzały światło dzienne.

Personel Górnośląskiego Centrum Medycznego uszkodził moje ciało.

Po wydarzeniach opisanych we wpisie powyżej minęły 2 lata i 1 miesiąc.

Grudzień, rok 2024.

Siedzę w mieszkaniu. Domowniczka, ta sama osoba, która przywłaszczyła moją rentę na kwotę 75,648.90 PLN ponownie wpuściła służby do miejsca mojego pobytu. Jak się okazało dnia 17.12.2025 to ona służby zawiadomiła tak samo jak w roku 2022.
Trzeba być głupim, żeby uważać, że to nie ona dzwoni bo śmiem jej wypominać co zrobiła własnemu synowi – to wiedziałem już w roku 2022, zostało to napisane w momencie pierwszego pisania tekstu, okazało się, że miałem rację.

Nie to, że sprawiałem wtedy poważne problemy czy źle się czułem – nie. Być może chodziło o to, że odstawiłem główny “lek” przepisany przez uśmiechniętego Wojciecha Sołtysa przed poniżej opisanymi wydarzeniami. Brałem po to, żeby mieć spokój – nie mogłem nawet się przygotować do opisania tych sytuacji a co dopiero powrócić do tego, co się udało wytłumaczyć.

Dlaczego odstawiłem? Bo jakbym poszedł na badania płodności to by mi przepisali 2 następne. Straciłem płodność po leku Decaldol, dawka 2 ampułki domięśniowo co dziesięć dni.
Nie to, że starałem się o dzieci, mogłem to olać.
Jednak drugim ze skutków ubocznych był niewyobrażalne palenie mózgu. Ogień w głowie. Nie dało się funkcjonować.
Domowniczka tylko potrafiła wrzeszczeć, że co ją to obchodzi, że mój stan znowu się pogorszył bo “wydziwiam” – mam “brać i koniec”. No to koniec, kurwa.

Sama powinna przyjmować te substancje niedostosowane do organizmu i układu nerwowego, w srogich dawkach. Sam bym dobrał.

Opis zajścia.

Tym razem te służby byli to smutni panowie z ratownictwa medycznego. Nie przyjechali z Tychów tylko z Katowic. Na zlecenie “matki”.
Musiałem jechać z nimi do szpitala, bo jeśli się nie zgodzę to zadzwonią po policję. Jakby wiedzieli, że się zgodzę bo sytuacja z roku 2022 mnie przerażała. Pojechałem.

Wywieźli mnie znowu na SOR Górnośląskiego Centrum w Katowicach, Ochojcu. W miejsce te, gdzie już byłem świadomy zabójstwa pacjenta – winny był personel.

Bezprawne działania wbrew woli “pacjenta” stosowane przez personel medyczny

Tam w pięciu: 3 baby, jeden grubas i jeden cwel, którego opiszę za chwilę – rzucili się na mnie w 5, rzucili na łóżko. Grubas mnie trzymał z tyłu, stał za moją głową gdy leżałem i trzymał mnie za bicepsy jednocześnie wbijając w nie swoje tłuste kciuki.

Siniaki w tamtym miejscu miałem 5 tygodni, mieniły się wesoło wszystkimi kolorami tęczy niczym uśmiech na potwarzy Wojciecha Sołtysa.

Cwel przyszedł z cewnikiem grubości długopisu. Jak to zobaczyłem – oczywiste że chciałem się wyrwać. To grubas jeszcze bardziej wbijał te swoje obleśne członki w moje mięśnie.

Nie dali rady założyć cewnika – przynajmniej za pierwszym razem.

Gdy już się zmęczyłem i postanowiłem nabrać sił odpoczywając – piguła przyszła z wenflonem celem wbicia.

Ja już byłem pewny, że będę faszerowany na pasach przez co najmniej 2 tygodnie w Górnośląskim Centrum Medycznym, Katowice, Ochojec, na 3. piętrze. Być może w stanie przypominającym śpiączkę.

Są to bezprawne działania i wycierają mordę medycyną i dobrem “pacjenta”, ale oni tam tak robią, na własne oczy widziałem.

Gdy wbijała mi wenflon to się nie rzucałem, dla własnego bezpieczeństwa. Jednak habeciara chyba pierwszy raz robiła tego typu zabieg.
Nie trafiła za pierwszym razem w żyłę. Wyciągnęła.
Nie trafiła za drugim razem w żyłę. Wyciągnęła.
Za trzecim wbiciem również nie trafiła więc postanowiła trochę tą igiełką wenflonu pogrzebać w mojej ręce.

Skutkowało to uszkodzeniem żyły, krew rozlała mi się we wnętrzu ręki. Siniak miałem nie 5. tygodni, a 6 tygodni.

Po uszkodzeniu żyły i problemem z zatamowaniem krwotoku postanowiła jednak nie wbijać wenflonu.

Za to ponownie przyszedł cwel z cewnikiem. Ja wyczerpany, w szoku. Grożę mu śmiercią, obrażam, rzucam wyrafinowanie kurwami i cwelami. Jedyne co wybełkotał, że fiuta mam małego. Cewnik zaaplikował.

Wszystkie wcześniej opisane wydarzenia trwały dobre 20 minut – do tego momentu żadnego wywiadu konowała z personelu “lekarzy” psychiatrii. To przyszła suka. Leżę rozjebany, od pasa w dół nagi, zacewnikowany. I ją dissuję, że co kurwa, że po chuj tu przychodzi jak już po fakcie, że jakie przesłanki. Nie wiem czy mnie słyszała, bo stała z 5 metrów dalej, jakby wiedziała, że jeśli nie opluję jej teraz za to co jej personel mi zrobił -to w przyszłości.

Poszła w pizdu bez słowa uśmiechając się. Mam nadzieję, że to jest jasne, że coś tutaj jest nie w porządku.

Pomógł. To był policjant, ale pomógł.

Przyszedł. Wkurwiony, agresywnym krokiem, na SOR. Policjant, który mi uratował skórę. Wpadł tam i tylko powiedział:
– Nie, nie, on tutaj nie będzie leżeć. Pan czeka na karetkę.

Przyjechała karetka. Musiałem zapewnić, że będę spokojny. Przełożyli mnie na łóżko z karetki, zapięli znowu pasy. Wywieźli 100 km dalej od Tychów, do Lublińca.

Tam w Lublińcu na izbie przyjęć opowiedziałem co się stało lekarzowi dyżurnemu. Nie wierzył w moje słowa gdy mu opowiadałem dlaczego mam siniaki.
Pytał czy się zgadzam na leczenie, ja tłumaczę, że chyba nie słuchał co mówiłem. Mówiłem, że w mieszkaniu w ten dzień ani w żaden inny nie było zagrożenia życia lub zdrowia, nie mam żadnych problemów ze sobą, czułem się dobrze.

Jak wygląda procedura zgody sądu na przymusowe leczenie?

Nie wygląda. Pierwsza diagnoza – to najczęściej koniec.

“Lekarze” z Lublińca wnieśli o przymusowe leczenie do sądu w Lublińcu. Zabierali mnie na dwie sprawy sądowe z ogólnego oddziału psychiatrii w Lublińcu podczas 2 miesięcznego przymusowego “leczenia”. Nie chcieli zabierać, ale zabierali.

Na początku to wyglądało tak, że w jakimś wydzielonym pomieszczeniu typu biurowego stał komputer z lat 2000 i miała być przeprowadzana rozmowa przez internet. Do rozmowy nie doszło z powodu słabej prędkości transferu internetowego (w roku 2024!).

Tam w Lublińcu ordynator zbierał wynagrodzenie w roku 2024 około 6000 PLN za weekend dyżuru. Taki dyżur, że nikogo żadnego “lekarza” nie było na oddziale.

Mimo niedowierzań lekarze i personelu, potraktowania z góry, z błędami proceduralnymi – wyciągnęli mi ten cewnik założony w Górnośląskim Centrum Medycznym, dali zimny posiłek w formie prawie zepsutych ziemniaków z mięsem, którego nawet osoba zębami nie dałaby rady pogryźć. Nie nafaszerowali – to dziwne.

Położyłem się spać na pustej sali obserwacyjnej nie wiedząc, że spędzę tam 2 miesiące.

Natomiast w Lublińcu personel mi ukradł ładowarkę do telefonu, która leżała u nich w “depozycie”. I mi oddać moczu nie dali gdy byłem uwięziony w pasach magnetycznych zatem naszczałem leżąc na środek celi.

Przyszedł śmieć sprzątać, to mu tylko powiedziałem, żeby prosto z podłogi siorbał bo szmata brudna dodając, że jutro będzie dwujeczka.

Czytaj także:

cdn.

Opis bezprawnego zamknięcia na oddziale psychiatrii w Bytomiu – pobicie przez policję, “zgoda” sądu.

o nie jest scenariusz mrocznego filmu – to wydarzyło się naprawdę w Bytomiu. W tym wpisie opisuję najbardziej dramatyczny moment mojego życia: brutalne pobicie przez funkcjonariuszy policji, które stało się wstępem do bezprawnego zamknięcia mnie na oddziale psychiatrycznym. Jako Michał Baniowski (Hud Hatman), przerywam milczenie na temat metod stosowanych przez “Imperium Kłamstwa”, gdzie mundurowa przemoc spotyka się z lekarską obojętnością i sądowym przyzwoleniem.

Opisuję krok po kroku, jak system potrafi złamać wszelkie procedury, by uciszyć jednostkę. Od siłowego zatrzymania, przez fizyczne znęcanie się, aż po “legalizację” tego bezprawia przez sędziego, który jednym podpisem odebrał mi wolność. To tekst o bólu, upokorzeniu, ale przede wszystkim o niezłomnej woli dokumentowania prawdy. Jeśli myślisz, że w Polsce prawa obywatelskie są nietykalne, ta historia z Bytomia pokaże Ci, jak cienka jest granica między wolnością a systemowym więzieniem w fartuchu lekarskim.

Bezprawie sądu, policji, szpitala nr 4 w Bytomiu, oddział zamknięty psychiatrii.

Listopad, rok 2022.

Pewnej niedzieli leżę sobie spokojnie w mieszkaniu i odpoczywam.
Otwierają się drzwi do mojego pokoju i zobaczyłem w progu dwóch policjantów. Nawet nie słyszałem pukania do drzwi, dzwonka domofonu – nic.
Domownik ich wpuścił – jak się później okazało było to tej osobie na rękę gdyż między nami był od dawna konflikt z powodu przywłaszczenia przez tą osobę ponad 75,000.00 PLN mojej renty, która się należała mojej osobie i nikomu innemu.

Leżałem na łóżku. Podchodzą do mnie i mówią:
– Michaaał, chodź się leczyć, jedziemy do szpitala…
– Ale jak kto, skąd pomysł że się źle czuje?
– Michaaał, chodź, jedziemy się leczyć.
– Nie.
– Jeśli nie wykona Pan polecenia zostaną wystosowane wobec Pana środki przymusu bezpośredniego!
Zignorowałem.
Powiedział agresywnym tonem głosu, abym wstał.
Wstałem.
I to był koniec.

Interwencja policji i pobicie – analiza faktów

Policjant szarpnął mnie za rękę, obrócił, założył chwyt na szyję i zaczął mnie dusić. Dusił od 5 do 7 sekund, po czym puścił, wziąłem oddech, założył kajdanki jak przestępcy i zaczął wyprowadzać z mieszkania.

Gdy przekroczyłem próg pokoju – straciłem przytomność, padłem jak worek z ziemniakami na podłogę i leżałem na niej w tych kajdankach bez świadomości… subiektywnie około 30 sekund, nie jestem pewny.
Domownika wtedy nie było w moim polu widzenia, schowała się gdzieś w mieszkaniu.
Rozumiesz, własnego syna dać dusić policji po przywłaszczeniu takiej kwoty renty?
Tylko w polskiej rodzinie, na pewno “mojej” “rodzinie”.

Wyprowadzili mnie z mieszkania. Kochana mamusia założyła nawet buty – żebym spierdalał jak najszybciej. Żebym zapomniał że mnie okradła i poszedł do pracy.

Jeden z policjantów mnie prowadził chwytem – gdy ręce miałem skute z tyłu kajdankami.
Ten jeden został w mieszkaniu z matką.

Byłem poniewierany w skulonej pozycji po schodach, musiałem schodzić w bólu, szarpany, z pierwszego piętra. Musiałem się napinać, aby mi ręki nie wybił ze stawu.
Skurwysyn pytał:
– Dlaczego tak się napinasz?
Po samej tej sytuacji ręka z tyłu, przy łopatce i bark bolały mnie 3 miesiące.
Niebezpieczny przestępca? Chory psychicznie? Nie ma dowodów.

Wrzucił mnie do karetki pogotowia, zapiął w pasy, kajdanki rozkuł.

Nie podano mi podstawy prawnej oraz faktycznej zatrzymania. Nie było podstaw to nie podali. Skurwysyny jebane z komendy policji w tychach.

Sądowa zgoda na leczenie przymusowe: Błędy proceduralne

Zostałem wywieziony na SOR GCM w Katowicach. Był listopad, było zimno, a ja byłem ubrany tak gdyby było ciepłe lato. Do wyziębionej karetki pogotowia mnie tak wrzucili, nawet nie dali ubrać bluzy. Pogotowie ratunkowe jechało prawie 180 km/h.

Przywieźli mnie na SOR do Górnośląskiego Centrum Medycznego, zapięli ciasno w mocne pasy magnetyczne. Tam krzyczałem, że gdzie do kurwy nędzy wywiad z lekarzem. Zero reakcji ze strony personelu Szpitala na Ochojcu.
Po kilku godzinach leżenia w pasach, lekkiego snu, bo bezpodstawnie dostałem zastrzyk jakiegoś gówna przyszła baba z personelu, że jadę do innego szpitala.

W karetce pogotowania usnąłem, tylko pamiętam przebudziłem się w nocy, gdzie w karetce nikogo nie było. Stała gdzieś na parkingu, a ja ubrany na letnio przy minusowej temperaturze marznę leżąc zapięty w pasach na łóżku.

Przebudziłem się ponownie gdy karetka wjeżdżała już na szpital. Nie wiedziałem jaki szpital. Wwieźli mnie wtedy na oddział przez piwnicę. Gdy widziałem mrok w wąskim korytarzu pod ziemią z brudnymi ścianami to widziałem przeniknął mnie strach; że mnie tam zostawią zapiętego.
Zimno i nie mam możliwości obrony własnego życia. Wiwat psychiatria! Nie dla człowieka możliwość obrony własnej.

Zostałem wwieziony do jakiegoś gabinetu. Tam uśmiechnięty Wojciech Sołtys – ówczesny ordynator oddziału psychiatrii w szpitalu nr 4 w Bytomiu – z radością zadał jakieś 2 pojebane pytania. Doskonale wiedział, że byłem w szoku, wyziębiony. Insynuował, że mam halucynacje, że mój stan jest poważny. Ja zaprzeczałem.

Zadał trzecie pytanie – nie odpowiedziałem żeby na niego już nie krzyczeć. Jakaś pojebana insynuacja, nie dało się na te pytanie odpowiedzieć poprawnie.

Znowu z tym swoim cwelowatym uśmiechem, tym razem powiedział:
– “sąd się zgadza, aby Pan tu był”.

Personel i lekarze nawet po 14 dniach pobytu na zamkniętym oddziale psychiatrii nie powiedzieli mi gdzie, w jakim szpitalu przebywam, w jakim mieście. Tak wygląda dbanie o zdrowie psychiczne i komfort psychiczny pacjenta po wpierdolu od policji i z bolącą ręką. Nie wiesz gdzie jesteś, nikt z rodziny do Ciebie nie przyjeżdża, nic Ci nie mówią.

Jak system łamie prawo w białych rękawiczkach?

Wojciech Sołtys, biegły sądowy psychiatrii jest bardzo uśmiechnięty. Pewnego razu bez badania, bez tomografii, EEG i takich tam powiedział po moich adekwatnych co do jego osoby moich słowach:
– Pan ma zniszczony mózg!

Sąd jakiś śmieszny się niby zgadza abym był fizycznie obecny w dwupiętrowym burdelu Wojciecha Sołtysa, ale prawda była taka, że przez cały miesiąc nie przyjąłem tam ani jednego “leku”. Odmawiałem. Do 5 razu proponowali “leki” nie mówiąc co mam przyjąć, na jakich podstawach.

Obrałem taki plan działania, że jak już mi insynuują, że przyjechałem tam chory czy doszło do zagrożenia życia lub zdrowia – postanowiłem pokazywać mu codziennie inną chorobę psychiczną, znam ich kilka. Dlatego też leki przy następnych propozycjach zmieniały się.

Byłem tam przetrzymywany 2 miesiące – w tym miesiąc bez leków.

Brak podania podstawy prawnej oraz faktycznej przez psiarza z komendy milicji w Tychach, duszenie, sponiewieranie po schodach – nie wykryto naruszeń

Manipulacja przy opieszałym badaniu, przetrzymywanie mnie bezprawnie na terenie Szpitala Nr 4 Bytomiu – nie wykryto naruszeń.

Obiecałem sobie, że kurwom nie popuszczę.

Wyszedłem dzień przed wigilią lub w dniu wigilii. Nabrałem sił i napisałem skargi wszędzie gdzie się dało – na psiarza z komendy miejskiej milicji w Tychach oraz na uśmiechniętego Wojciecha Sołtysa. Nie wykryto naruszeń.
A wigilię to ja serdecznie pierdolę.

Bezprawie sądu – sprawa o zasadności przyjęcia.

Toczyła się sprawa sądowa o zasadność przyjęcia na oddział. Orzeknięto na moją niekorzyść. Wielki, a na pewno również uśmiechnięty sąd stwierdził, że zaistniało zagrożenie życia lub zdrowia.

Wyrok zapadł tylko i wyłącznie z powodu przekręcenia nie tylko moich słów ale sytuacji: będąc na oddziale w szpitalu nr w Bytomiu spytałem uśmiechniętego Wojciecha S. – czy jestem tutaj dlatego bo spaliłem kilka dokumentów na balkonie w nocy?

Sąd powołał się na słowa Wojciecha S. – “robił ognisko na balkonie”.

Odwołanie od wyroku w Częstochowie – z urzędu nie przyjęte. Pismo typu kopiuj/wklej.

Bezprawne działania tyskiej policji – czynności sprawdzające.

Komendant milicji w Tychach rzekomo wszczął postępowanie wyjaśniające z powodu mojej skargi na jego psiarza.
Nie wykryto naruszeń, nie wykryto przekroczenia uprawnień.
Czyli mogą przyjechać w każdej chwili, dusić obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, zapiąć go w kajdanki i poniewierać po schodach – bez podania podstawy prawnej i stanu faktycznego. Bo mamusi się hajs nie zgadza lub by chodziło o wyżej opisaną sprawę współpracę w handlu narkotykami.

Nazwiska oczywiście gdzieś tutaj są napisane na tym blogu.

BTW, własna matka jeszcze wtedy ubiera Tobie buty żeby Ciebie jak najszybciej wynieśli bo śmiałeś jej wypomnieć, że przywłaszczyła Twoją rentę na znaczną kwotę.

Postępowanie sprawdzającego biegłego sądowego psychiatrii, ordynatora Szpitala nr 4 w Bytomiu

Ta cała uśmiechnięta rada ds. biegłych sądowych, czy jak ta instytucja będąca budom się nazywała – wszczęła postępowanie wobec Wojciecha Sołtysa.
W oświadczeniu na piśmie przeczytałem:
“Pana pismo było impulsem do przeprowadzenia działań sprawdzających”.

Za moment zdanie, takiego samego przykrego, jednak i tak uśmiechniętego podczłowieka:

“jednak nie wykryto naruszeń, Pan Wojciech Sołtys doskonale wiedział dlaczego Pan się tam znalazł”.

!!!

To może by się ta pizda podzieliła informacją?

Brak wyjaśnień.

Obywatelu Rzeczypospolitej Polskiej…

Z Tobą mogą zrobić to samo.

Oczywiście zrobiłem zdjęcia, w jakim burdelu przyszło mi być przetrzymywanym dlatego zachęcam do obejrzenia fotorelacji:

Teraz uśmiechnięty Wojciech Sołtys został sławny.

Imienia i nazwiska policjantów nie poznałem do dzisiaj. Sam komendant ich chroni, a mi znikały dokumenty i różne rzeczy z pokoju. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gaslighting

Jak się okazało około 3.5 roku później sytuacje opisane były dążeniem do osadzenia mnie w areszcie śledczym w Bytomiu, kiedy to zakładano, że z niego nie wyjdę.

GCM Katowice Ochojec: Opinia o Oddziale i Historia Pozostawionego Wenflonu

Wyobraź sobie, że opuszczasz mury szpitala, a system ‘zapomina’ o kawałku plastiku tkwiącym w Twojej żyle. To nie jest scenariusz z horroru, to rzeczywistość oddziału psychiatrycznego w GCM Katowice-Ochojec. Pod pseudonimem Hud Hatman dokumentuję starcie jednostki z machiną internowania, gdzie pacjent przestaje być człowiekiem, a staje się numerem w źle zarządzanym procesie.

W tym wpisie opisuję moje doświadczenia z Ochojca – miejsca, które w teorii ma gwarantować bezpieczeństwo, a w praktyce pozwala na rażące zaniedbania, takie jak pozostawiony wenflon po zakończeniu procedur. Dla mnie, programisty i matematyka, to błąd krytyczny w algorytmie opieki medycznej. Jak to możliwe, że w tak renomowanej placówce procedury higieniczne i bezpieczeństwa zawodzą na tak podstawowym poziomie? Czy internowanie daje przyzwolenie na traktowanie przedmiotowe? Przeczytaj relację o systemie, który ‘zacina się’ tam, gdzie najbardziej potrzebna jest uważność. To świadectwo o braku odpowiedzialności, bólu i biurokracji, która przysłania człowieka. Jeśli chcesz wiedzieć, jak naprawdę wygląda opieka na Ziołowej, ten tekst pokaże Ci obraz, którego nie znajdziesz w statystykach szpitala.

Szpital na Ochojcu – GCM – pozostawił wenflon w moim ciele.

To był kolejny raz, bodaj w roku 2023 kiedy miałem tam się znaleźć z powodów mi znanych i opisanych na tym blogu. To oczywiście nie było rozwiązaniem najmniej bolesnym ponieważ byłem tam świadkiem morderstwa pacjenta. Do jego zgonu przyczynił się personel zamkniętego oddziału psychiatrycznego, piętro 3.

Jak traktuje się internowanego w GCM Ochojec?

Zostałem tam pewnego razu bezprawnie wywieziony pod pretekstem pogorszenia zdrowia psychicznego. Znalazłem się na SOR. Zadzwonił to wiem kto, jednak osoba ta nawet dzisiaj nie pamięta, że zabili pacjenta na moich oczach, a ja w tej sprawie zeznawałem trochę później niż w momencie nagrania filmu poniżej.

Na oddziale ratunkowym SOR nie było “lekarza” psychiatry, a był jeden pielęgniarz. Wbił we mnie wenflon, zagadał, znienacka wtłoczył w krwiobieg nieznaną mi substancję, której działanie poczułem od razu.

Zareagowałem, żeby przestał bo się na to nie zgadzam więc wtłoczył substancję z dosyć dużej strzykawki do połowy. W momencie doznałem trudności w oddychaniu. Wsunął mi opaskę na ramię, miernik tętna na palec i zadawał pytania. Maszyna wydawała dźwięki wtedy, gdy… no właśnie. Więc sobie można skojarzyć co to za maszyna była.

Wypuścili mnie z powtórzeniem fałszywej diagnozy pozostawiając w moim ciele wenflon.

Poniżej prezentuję film z jego samodzielnego usuwania już będąc w mieszkaniu.

Błąd medyczny: Procedury a rzeczywistość (Pozostawiony wenflon)

Wypuścili nie wiem dlaczego, chyba nie było podstaw do faszerowania mimo zapewnień tyskiej policji i ratowników medycznych, że powinna być “hospitalizacja”.

Później 3 lata później tyska policja wyraźnie była zaniepokojona stanem rzeczy i pewnymi ruchami społecznymi. Jeden z policjantów machał mi TASER przed twarzą podczas bezzasadnej interwencji, rzekomo wysłałem maila na komendę i do prokuratury, że zamierzam przeprowadzić atak terrorystyczny z użyciem materiałów wybuchowych. Za to trafiłem do aresztu śledczego.

Nie próbujcie wyciągać wenflonu samodzielnie! Film nie jest instrukcją!

youtube placeholder image
Usuwanie wenflonu pozostawionego podczas bezzasadnej próby osadzenia w tzw. szpitalu psychiatrycznym.

Szpital Psychiatryczny w Bytomiu – Moja Opinia i Prawdziwy Obraz

Czy szpital to miejsce leczenia, czy systemowa pułapka? W tym wpisie zabiorę Cię za mury Szpitala Psychiatrycznego w Bytomiu. Jako Hud Hatman, programista i matematyk, nie potrafię ignorować błędów – a tutaj ‘bugów’ w systemie jest więcej niż w najgorzej napisanym kodzie.

To nie jest kolejna sucha recenzja. To zapis zderzenia człowieka z machiną, która zamiast naprawiać psychikę, często łamie godność. Analizuję warunki, podejście personelu i wszechobecny chaos, który nazywa się u nas ‘opieką medyczną’. Jeśli chcesz wiedzieć, jak naprawdę wygląda rzeczywistość w bytomskiej placówce i dlaczego polska psychiatria potrzebuje natychmiastowego ‘restartu’, ten tekst otworzy Ci oczy. Zapraszam do lektury świadectwa, którego nie znajdziesz w oficjalnych mediach – surowego, logicznego i do bólu prawdziwego.

Szpital Psychiatryczny w Bytomiu. Nie tylko tam są takie warunki. Na fotografiach znajduje się prawdziwy obraz jakości systemu psychiatrycznego. Prezentuję dla Was tutaj relację w formie zdjęć, jako bezprawnie zamknięty człowiek, nie “pacjent”.

Moje spostrzeżenia mówią mi, że to jest standard opieki. Standard czyli rzecz normalna, standardowa. Widać jak było i prawdopodobnie nic się nie zmieniło. Nie mam zamiaru sprawdzać.

Ówczesny ordynator Wojciech S. (zapewne dalej tam urzęduje) bez badania tomografem ani jakiegokolwiek obrazowania stwierdził, że mam “zniszczony mózg”. Wiedział także dlaczego “sąd się zgodził na ‘leczenie'”, ale nie powiedział. Ponad 10 lat się uczył żeby mógł tak powiedzieć. Każdego szkoda.

Wydaje mi się, że wydali więcej pieniędzy na ich stronę internetową, którą robiono w miesiąc niż na wyposażenie prezentowanego oddziału, który wyglądał tak samo latami.

Opinie google mówią same za siebie.

Osadzeni i internowani na takich oddziałach psychiatrycznych często nie są odwiedzani, a jedzenie szpitalne nie gwarantuje żadnej poprawy stanu emocjonalnego oraz fizycznego nie mówiąc o godności, którą im zabrano przed wejściem na oddział. Są im także zabierane resztki zasobów umysłowych, a nawet wspomnień, które należałoby przepracować a nie wygaszać.

Mój przypadek nie był pierwszym przypadkiem, w którym usiłowano zataić przestępstwa drugiego i trzeciego kręgu społeczeństwa, których byłem świadomy i o których wiedzę posiadałem.

Warunki na oddziale w Bytomiu

System psychiatryczny a rzeczywistość