Czy Wiktor Piasecki ze Szczecina stoi ponad w prawem?

Czy w dzisiejszej Polsce istnieją osoby ‘nieusuwalne’ z systemu, które mimo cieni na swojej działalności, zdają się być nietykalne? Pod lupę biorę postać Wiktora Piaseckiego ze Szczecina. Jako Hud Hatman, programista i matematyk, szukam w tej sprawie logiki – a raczej jej rażącego braku.

W tym wpisie analizuję fakty i zadaję niewygodne pytania o to, jak system chroni jednostki przed odpowiedzialnością za ich czyny. Czy znajomości, pozycja lub luki w procedurach pozwalają komukolwiek stać się większym niż samo prawo? To nie jest tylko tekst o jednej osobie – to diagnoza szczecińskiego (i nie tylko) wymiaru sprawiedliwości oraz etyki w życiu publicznym. Jeśli wierzysz, że przed prawem wszyscy powinni być równi, ta analiza pokaże Ci, gdzie ten fundament zaczyna pękać. Zapraszam do zapoznania się z dowodami i wyciągnięcia własnych wniosków.

W związku z nieudolnością mniej lub bardziej celową służb Rzeczypospolitej Polski oświadczam, że:

  1. Kopia tego artykułu istnieje w kilkudziesięciu lokalizacjach w internecie i zostanie wysłana automatycznie do wielu miejsc, jeśli z jakiegoś powodu opłacone usługi serwerowe i domenowe na wiele lat – przestaną działać.
  2. Zostanie tutaj opisana pokrótce nieudolność służb – celowa lub nie – w kontekście braku wyciągania konsekwencji wobec toksycznego oraz niebezpiecznego Wiktora Piaseckiego (pseudonim piachu, lat 18-19) ze Szczecina
  3. A co będzie to będzie i myśl sobie co chcesz.

WAŻNE – sprostowanie

Użytkownik @babskiesranie z Discorda, nickname: “amelka” to nie ofiara Wiktora Piaseckiego.
Nie ja wysnułem ten wniosek że to akurat ta posiadaczka konta była jego ofiarą, jednak była druga “amelka” – która jak sam Wiktor twierdzi dostała “PTSD” wobec swattingu – zbieżność nickname. Tak pisała.

Co wiedzą służby Rzeczypospolitej Polskiej o Wiktorze Piaseckim ze Szczecina?

https://policja.pl/pol/aktualnosci/231298,16-latek-odpowie-za-falszywe-alarmy-bombowe.html

Ktoś kojarzy świeżaka, wzrost około 175-183 cm wzrostu, włosy czarne, fryzura młodzieżowe o posturze nierozbudowanej? //edit wyższy był, a taki krótki

Co wiedzą ode mnie?

W formie screenów aby łatwiej było udostępniać, poniżej. Wybiórczo, a co.

Wiktor Piasecki i groźby karalne, art. 190 KK

Wiktor Piasecki i nielegalna działalność swattingu.

Bonus: jego wybiórcza twórczość własna

Dlaczego ten artykuł?

Służby by mogły, ale nie chcą.

Moje zawiadomienie o groźbach karalnych wystosowane do tyskiej policji zostało (może, ale nie koniecznie na skutek mojego zaniedbania) umorzone w trybie natychmiastowym na wniosek tyskiego prokuratora, który/która chce moją osobę ubezwłasnowolnić. Lub osoba temu podczłowiekowi znana z biurka obok.

Wyciągnij wnioski.

Jeśli myślisz że robię coś złego próbując nagłośnić sprawę – w porównaniu do wanna be gangstera o pseudonimie “piachu”, który jawnie ma na koncie kilka lub kilkanaście większych lub mniejszych ofiar, w tym całe miasta postawione do gotowości w związku z alarmami bombowymi…

Jeśli myślisz że jestem tym złym to proponuję rozważyć eutanazję.

Na dzień 7.02.2026 jeszcze nie odzyskałem swojej własności – sprzętu elektronicznego. Kolejny sukces służb lokalnych. Dlatego powiadomiłem służby zagraniczne. Bo ja pierdolę kurwa mać.

Są jakieś granice? Ta, świat bez granic to wy zobaczycie, ale już nie wrócicie.

Opis pobytu w areszcie:

20 Lat Minęło: Matematyka, Programowanie i Walka o Prawdę

Dwie dekady. 20 lat przed monitorem, nad arkuszami wzorów i w starciach z systemem, który nie lubi logicznych pytań. W tym wpisie robię rachunek sumienia i sukcesów jako Hud Hatman. To historia o tym, jak kodowanie nauczyło mnie szukania błędów nie tylko w skryptach, ale i w ustawach, oraz jak matematyka dała mi fundament, którego nie da się przegadać urzędniczą nowomową.

Przez te 20 lat ewoluowałem – od fascynata technologii, przez inżyniera, aż po człowieka, który używa logiki jako tarczy w obronie praw pacjenta i obywatela. Dzielę się z Wami wnioskami z tej długiej drogi: dlaczego prawda jest jak dobrze napisany algorytm i dlaczego warto być wiernym faktom, nawet gdy cena za to jest wysoka. Jeśli chcesz zrozumieć, co napędza Hud Hatmana i jak połączyć świat bitów ze światem wartości, ten tekst jest mapą moich ostatnich 20 lat. Zapraszam do wspólnej retrospekcji – to dopiero początek kolejnego etapu.

Hud Hatman w przeszłości i dzisiaj. Selfie.

Bo życie depcze nie tylko wyobraźnie.

Alkohol niszczy, narkotyki zabijają – powiedzą. Mówią i będą mówić. Dopóki im nie podadzą neuroleptyki. Bo grzyby halucynogenne to zło.

Dwie dekady. 7300 dni wypełnionych matematycznymi abstrakcjami, tysiącami linii kodu i… walką o godność w miejscach, o których większość wolałaby zapomnieć. To nie jest zwykłe wspomnienie. To jest nienawiść do polskich instytucji w całości od 77 metra pod ziemią do zenitu i dalej. Jak to możliwe, że człowiek potrafiący analizować najbardziej złożone algorytmy, stał się ofiarą „błędu w systemie” polskiej psychiatrii? Czy wiedza pomaga przetrwać tam, gdzie logika przestaje istnieć? To tekst o tym, jak nie dać się złamać, gdy przez 20 lat świat próbuje Cię sformatować według własnego, wadliwego wzorca.

Jebać polskę i psychiatrię. Sprawą interesuje się ONZ i różni ludzie. Oni nie żartują.

33hud33 w przeszłości i dzisiaj

A co depcze nie tylko wyobraźnie to przede wszystkim psychiatria.

Bo nie chodziło o programowanie od roku 2019, co nie?

Bezprawne zamknięcie na oddziale psychiatrycznym, uszkodzenie ciała,”zgoda” sądu na przymusowe “leczenie”.

Co zrobisz, gdy system, który ma Cię chronić, wyda zgodę na Twoje zniewolenie, ignorując ślady przemocy na Twoim ciele? W tym wpisie analizuję mechanizm ‘legalizacji’ bezprawia. Jako Hud Hatman, rozkładam na części pierwsze proces, w którym sądowa pieczątka staje się przyzwoleniem na przymus, a uszkodzenia ciała zostają przemilczane w oficjalnych raportach.

To nie jest tylko opis cierpienia – to logiczna dekonstrukcja procedur. Pokazuję, jak w trybach psychiatrii i sądownictwa gubi się człowiek, a zostaje jedynie paragraf. Jeśli chcesz zrozumieć, jak dochodzi do sytuacji, w której bicie nazywa się ‘środkiem przymusu’, a bezprawne zamknięcie ‘opieką’, ten tekst jest dla Ciebie. To bolesna lekcja z zakresu ‘systemowej matematyki’, gdzie rachunek strat zawsze obciąża obywatela. Czas, aby te liczby i fakty ujrzały światło dzienne.

Personel Górnośląskiego Centrum Medycznego uszkodził moje ciało.

Po wydarzeniach opisanych we wpisie powyżej minęły 2 lata i 1 miesiąc.

Grudzień, rok 2024.

Siedzę w mieszkaniu. Domowniczka, ta sama osoba, która przywłaszczyła moją rentę na kwotę 75,648.90 PLN ponownie wpuściła służby do miejsca mojego pobytu. Jak się okazało dnia 17.12.2025 to ona służby zawiadomiła tak samo jak w roku 2022.
Trzeba być głupim, żeby uważać, że to nie ona dzwoni bo śmiem jej wypominać co zrobiła własnemu synowi – to wiedziałem już w roku 2022, zostało to napisane w momencie pierwszego pisania tekstu, okazało się, że miałem rację.

Nie to, że sprawiałem wtedy poważne problemy czy źle się czułem – nie. Być może chodziło o to, że odstawiłem główny “lek” przepisany przez uśmiechniętego Wojciecha Sołtysa przed poniżej opisanymi wydarzeniami. Brałem po to, żeby mieć spokój – nie mogłem nawet się przygotować do opisania tych sytuacji a co dopiero powrócić do tego, co się udało wytłumaczyć.

Dlaczego odstawiłem? Bo jakbym poszedł na badania płodności to by mi przepisali 2 następne. Straciłem płodność po leku Decaldol, dawka 2 ampułki domięśniowo co dziesięć dni.
Nie to, że starałem się o dzieci, mogłem to olać.
Jednak drugim ze skutków ubocznych był niewyobrażalne palenie mózgu. Ogień w głowie. Nie dało się funkcjonować.
Domowniczka tylko potrafiła wrzeszczeć, że co ją to obchodzi, że mój stan znowu się pogorszył bo “wydziwiam” – mam “brać i koniec”. No to koniec, kurwa.

Sama powinna przyjmować te substancje niedostosowane do organizmu i układu nerwowego, w srogich dawkach. Sam bym dobrał.

Opis zajścia.

Tym razem te służby byli to smutni panowie z ratownictwa medycznego. Nie przyjechali z Tychów tylko z Katowic. Na zlecenie “matki”.
Musiałem jechać z nimi do szpitala, bo jeśli się nie zgodzę to zadzwonią po policję. Jakby wiedzieli, że się zgodzę bo sytuacja z roku 2022 mnie przerażała. Pojechałem.

Wywieźli mnie znowu na SOR Górnośląskiego Centrum w Katowicach, Ochojcu. W miejsce te, gdzie już byłem świadomy zabójstwa pacjenta – winny był personel.

Bezprawne działania wbrew woli “pacjenta” stosowane przez personel medyczny

Tam w pięciu: 3 baby, jeden grubas i jeden cwel, którego opiszę za chwilę – rzucili się na mnie w 5, rzucili na łóżko. Grubas mnie trzymał z tyłu, stał za moją głową gdy leżałem i trzymał mnie za bicepsy jednocześnie wbijając w nie swoje tłuste kciuki.

Siniaki w tamtym miejscu miałem 5 tygodni, mieniły się wesoło wszystkimi kolorami tęczy niczym uśmiech na potwarzy Wojciecha Sołtysa.

Cwel przyszedł z cewnikiem grubości długopisu. Jak to zobaczyłem – oczywiste że chciałem się wyrwać. To grubas jeszcze bardziej wbijał te swoje obleśne członki w moje mięśnie.

Nie dali rady założyć cewnika – przynajmniej za pierwszym razem.

Gdy już się zmęczyłem i postanowiłem nabrać sił odpoczywając – piguła przyszła z wenflonem celem wbicia.

Ja już byłem pewny, że będę faszerowany na pasach przez co najmniej 2 tygodnie w Górnośląskim Centrum Medycznym, Katowice, Ochojec, na 3. piętrze. Być może w stanie przypominającym śpiączkę.

Są to bezprawne działania i wycierają mordę medycyną i dobrem “pacjenta”, ale oni tam tak robią, na własne oczy widziałem.

Gdy wbijała mi wenflon to się nie rzucałem, dla własnego bezpieczeństwa. Jednak habeciara chyba pierwszy raz robiła tego typu zabieg.
Nie trafiła za pierwszym razem w żyłę. Wyciągnęła.
Nie trafiła za drugim razem w żyłę. Wyciągnęła.
Za trzecim wbiciem również nie trafiła więc postanowiła trochę tą igiełką wenflonu pogrzebać w mojej ręce.

Skutkowało to uszkodzeniem żyły, krew rozlała mi się we wnętrzu ręki. Siniak miałem nie 5. tygodni, a 6 tygodni.

Po uszkodzeniu żyły i problemem z zatamowaniem krwotoku postanowiła jednak nie wbijać wenflonu.

Za to ponownie przyszedł cwel z cewnikiem. Ja wyczerpany, w szoku. Grożę mu śmiercią, obrażam, rzucam wyrafinowanie kurwami i cwelami. Jedyne co wybełkotał, że fiuta mam małego. Cewnik zaaplikował.

Wszystkie wcześniej opisane wydarzenia trwały dobre 20 minut – do tego momentu żadnego wywiadu konowała z personelu “lekarzy” psychiatrii. To przyszła suka. Leżę rozjebany, od pasa w dół nagi, zacewnikowany. I ją dissuję, że co kurwa, że po chuj tu przychodzi jak już po fakcie, że jakie przesłanki. Nie wiem czy mnie słyszała, bo stała z 5 metrów dalej, jakby wiedziała, że jeśli nie opluję jej teraz za to co jej personel mi zrobił -to w przyszłości.

Poszła w pizdu bez słowa uśmiechając się. Mam nadzieję, że to jest jasne, że coś tutaj jest nie w porządku.

Pomógł. To był policjant, ale pomógł.

Przyszedł. Wkurwiony, agresywnym krokiem, na SOR. Policjant, który mi uratował skórę. Wpadł tam i tylko powiedział:
– Nie, nie, on tutaj nie będzie leżeć. Pan czeka na karetkę.

Przyjechała karetka. Musiałem zapewnić, że będę spokojny. Przełożyli mnie na łóżko z karetki, zapięli znowu pasy. Wywieźli 100 km dalej od Tychów, do Lublińca.

Tam w Lublińcu na izbie przyjęć opowiedziałem co się stało lekarzowi dyżurnemu. Nie wierzył w moje słowa gdy mu opowiadałem dlaczego mam siniaki.
Pytał czy się zgadzam na leczenie, ja tłumaczę, że chyba nie słuchał co mówiłem. Mówiłem, że w mieszkaniu w ten dzień ani w żaden inny nie było zagrożenia życia lub zdrowia, nie mam żadnych problemów ze sobą, czułem się dobrze.

Jak wygląda procedura zgody sądu na przymusowe leczenie?

Nie wygląda. Pierwsza diagnoza – to najczęściej koniec.

“Lekarze” z Lublińca wnieśli o przymusowe leczenie do sądu w Lublińcu. Zabierali mnie na dwie sprawy sądowe z ogólnego oddziału psychiatrii w Lublińcu podczas 2 miesięcznego przymusowego “leczenia”. Nie chcieli zabierać, ale zabierali.

Na początku to wyglądało tak, że w jakimś wydzielonym pomieszczeniu typu biurowego stał komputer z lat 2000 i miała być przeprowadzana rozmowa przez internet. Do rozmowy nie doszło z powodu słabej prędkości transferu internetowego (w roku 2024!).

Tam w Lublińcu ordynator zbierał wynagrodzenie w roku 2024 około 6000 PLN za weekend dyżuru. Taki dyżur, że nikogo żadnego “lekarza” nie było na oddziale.

Mimo niedowierzań lekarze i personelu, potraktowania z góry, z błędami proceduralnymi – wyciągnęli mi ten cewnik założony w Górnośląskim Centrum Medycznym, dali zimny posiłek w formie prawie zepsutych ziemniaków z mięsem, którego nawet osoba zębami nie dałaby rady pogryźć. Nie nafaszerowali – to dziwne.

Położyłem się spać na pustej sali obserwacyjnej nie wiedząc, że spędzę tam 2 miesiące.

Natomiast w Lublińcu personel mi ukradł ładowarkę do telefonu, która leżała u nich w “depozycie”. I mi oddać moczu nie dali gdy byłem uwięziony w pasach magnetycznych zatem naszczałem leżąc na środek celi.

Przyszedł śmieć sprzątać, to mu tylko powiedziałem, żeby prosto z podłogi siorbał bo szmata brudna dodając, że jutro będzie dwujeczka.

Czytaj także:

cdn.

Opis bezprawnego zamknięcia na oddziale psychiatrii w Bytomiu – pobicie przez policję, “zgoda” sądu.

o nie jest scenariusz mrocznego filmu – to wydarzyło się naprawdę w Bytomiu. W tym wpisie opisuję najbardziej dramatyczny moment mojego życia: brutalne pobicie przez funkcjonariuszy policji, które stało się wstępem do bezprawnego zamknięcia mnie na oddziale psychiatrycznym. Jako Michał Baniowski (Hud Hatman), przerywam milczenie na temat metod stosowanych przez “Imperium Kłamstwa”, gdzie mundurowa przemoc spotyka się z lekarską obojętnością i sądowym przyzwoleniem.

Opisuję krok po kroku, jak system potrafi złamać wszelkie procedury, by uciszyć jednostkę. Od siłowego zatrzymania, przez fizyczne znęcanie się, aż po “legalizację” tego bezprawia przez sędziego, który jednym podpisem odebrał mi wolność. To tekst o bólu, upokorzeniu, ale przede wszystkim o niezłomnej woli dokumentowania prawdy. Jeśli myślisz, że w Polsce prawa obywatelskie są nietykalne, ta historia z Bytomia pokaże Ci, jak cienka jest granica między wolnością a systemowym więzieniem w fartuchu lekarskim.

Bezprawie sądu, policji, szpitala nr 4 w Bytomiu, oddział zamknięty psychiatrii.

Listopad, rok 2022.

Pewnej niedzieli leżę sobie spokojnie w mieszkaniu i odpoczywam.
Otwierają się drzwi do mojego pokoju i zobaczyłem w progu dwóch policjantów. Nawet nie słyszałem pukania do drzwi, dzwonka domofonu – nic.
Domownik ich wpuścił – jak się później okazało było to tej osobie na rękę gdyż między nami był od dawna konflikt z powodu przywłaszczenia przez tą osobę ponad 75,000.00 PLN mojej renty, która się należała mojej osobie i nikomu innemu.

Leżałem na łóżku. Podchodzą do mnie i mówią:
– Michaaał, chodź się leczyć, jedziemy do szpitala…
– Ale jak kto, skąd pomysł że się źle czuje?
– Michaaał, chodź, jedziemy się leczyć.
– Nie.
– Jeśli nie wykona Pan polecenia zostaną wystosowane wobec Pana środki przymusu bezpośredniego!
Zignorowałem.
Powiedział agresywnym tonem głosu, abym wstał.
Wstałem.
I to był koniec.

Interwencja policji i pobicie – analiza faktów

Policjant szarpnął mnie za rękę, obrócił, założył chwyt na szyję i zaczął mnie dusić. Dusił od 5 do 7 sekund, po czym puścił, wziąłem oddech, założył kajdanki jak przestępcy i zaczął wyprowadzać z mieszkania.

Gdy przekroczyłem próg pokoju – straciłem przytomność, padłem jak worek z ziemniakami na podłogę i leżałem na niej w tych kajdankach bez świadomości… subiektywnie około 30 sekund, nie jestem pewny.
Domownika wtedy nie było w moim polu widzenia, schowała się gdzieś w mieszkaniu.
Rozumiesz, własnego syna dać dusić policji po przywłaszczeniu takiej kwoty renty?
Tylko w polskiej rodzinie, na pewno “mojej” “rodzinie”.

Wyprowadzili mnie z mieszkania. Kochana mamusia założyła nawet buty – żebym spierdalał jak najszybciej. Żebym zapomniał że mnie okradła i poszedł do pracy.

Jeden z policjantów mnie prowadził chwytem – gdy ręce miałem skute z tyłu kajdankami.
Ten jeden został w mieszkaniu z matką.

Byłem poniewierany w skulonej pozycji po schodach, musiałem schodzić w bólu, szarpany, z pierwszego piętra. Musiałem się napinać, aby mi ręki nie wybił ze stawu.
Skurwysyn pytał:
– Dlaczego tak się napinasz?
Po samej tej sytuacji ręka z tyłu, przy łopatce i bark bolały mnie 3 miesiące.
Niebezpieczny przestępca? Chory psychicznie? Nie ma dowodów.

Wrzucił mnie do karetki pogotowia, zapiął w pasy, kajdanki rozkuł.

Nie podano mi podstawy prawnej oraz faktycznej zatrzymania. Nie było podstaw to nie podali. Skurwysyny jebane z komendy policji w tychach.

Sądowa zgoda na leczenie przymusowe: Błędy proceduralne

Zostałem wywieziony na SOR GCM w Katowicach. Był listopad, było zimno, a ja byłem ubrany tak gdyby było ciepłe lato. Do wyziębionej karetki pogotowia mnie tak wrzucili, nawet nie dali ubrać bluzy. Pogotowie ratunkowe jechało prawie 180 km/h.

Przywieźli mnie na SOR do Górnośląskiego Centrum Medycznego, zapięli ciasno w mocne pasy magnetyczne. Tam krzyczałem, że gdzie do kurwy nędzy wywiad z lekarzem. Zero reakcji ze strony personelu Szpitala na Ochojcu.
Po kilku godzinach leżenia w pasach, lekkiego snu, bo bezpodstawnie dostałem zastrzyk jakiegoś gówna przyszła baba z personelu, że jadę do innego szpitala.

W karetce pogotowania usnąłem, tylko pamiętam przebudziłem się w nocy, gdzie w karetce nikogo nie było. Stała gdzieś na parkingu, a ja ubrany na letnio przy minusowej temperaturze marznę leżąc zapięty w pasach na łóżku.

Przebudziłem się ponownie gdy karetka wjeżdżała już na szpital. Nie wiedziałem jaki szpital. Wwieźli mnie wtedy na oddział przez piwnicę. Gdy widziałem mrok w wąskim korytarzu pod ziemią z brudnymi ścianami to widziałem przeniknął mnie strach; że mnie tam zostawią zapiętego.
Zimno i nie mam możliwości obrony własnego życia. Wiwat psychiatria! Nie dla człowieka możliwość obrony własnej.

Zostałem wwieziony do jakiegoś gabinetu. Tam uśmiechnięty Wojciech Sołtys – ówczesny ordynator oddziału psychiatrii w szpitalu nr 4 w Bytomiu – z radością zadał jakieś 2 pojebane pytania. Doskonale wiedział, że byłem w szoku, wyziębiony. Insynuował, że mam halucynacje, że mój stan jest poważny. Ja zaprzeczałem.

Zadał trzecie pytanie – nie odpowiedziałem żeby na niego już nie krzyczeć. Jakaś pojebana insynuacja, nie dało się na te pytanie odpowiedzieć poprawnie.

Znowu z tym swoim cwelowatym uśmiechem, tym razem powiedział:
– “sąd się zgadza, aby Pan tu był”.

Personel i lekarze nawet po 14 dniach pobytu na zamkniętym oddziale psychiatrii nie powiedzieli mi gdzie, w jakim szpitalu przebywam, w jakim mieście. Tak wygląda dbanie o zdrowie psychiczne i komfort psychiczny pacjenta po wpierdolu od policji i z bolącą ręką. Nie wiesz gdzie jesteś, nikt z rodziny do Ciebie nie przyjeżdża, nic Ci nie mówią.

Jak system łamie prawo w białych rękawiczkach?

Wojciech Sołtys, biegły sądowy psychiatrii jest bardzo uśmiechnięty. Pewnego razu bez badania, bez tomografii, EEG i takich tam powiedział po moich adekwatnych co do jego osoby moich słowach:
– Pan ma zniszczony mózg!

Sąd jakiś śmieszny się niby zgadza abym był fizycznie obecny w dwupiętrowym burdelu Wojciecha Sołtysa, ale prawda była taka, że przez cały miesiąc nie przyjąłem tam ani jednego “leku”. Odmawiałem. Do 5 razu proponowali “leki” nie mówiąc co mam przyjąć, na jakich podstawach.

Obrałem taki plan działania, że jak już mi insynuują, że przyjechałem tam chory czy doszło do zagrożenia życia lub zdrowia – postanowiłem pokazywać mu codziennie inną chorobę psychiczną, znam ich kilka. Dlatego też leki przy następnych propozycjach zmieniały się.

Byłem tam przetrzymywany 2 miesiące – w tym miesiąc bez leków.

Brak podania podstawy prawnej oraz faktycznej przez psiarza z komendy milicji w Tychach, duszenie, sponiewieranie po schodach – nie wykryto naruszeń

Manipulacja przy opieszałym badaniu, przetrzymywanie mnie bezprawnie na terenie Szpitala Nr 4 Bytomiu – nie wykryto naruszeń.

Obiecałem sobie, że kurwom nie popuszczę.

Wyszedłem dzień przed wigilią lub w dniu wigilii. Nabrałem sił i napisałem skargi wszędzie gdzie się dało – na psiarza z komendy miejskiej milicji w Tychach oraz na uśmiechniętego Wojciecha Sołtysa. Nie wykryto naruszeń.
A wigilię to ja serdecznie pierdolę.

Bezprawie sądu – sprawa o zasadności przyjęcia.

Toczyła się sprawa sądowa o zasadność przyjęcia na oddział. Orzeknięto na moją niekorzyść. Wielki, a na pewno również uśmiechnięty sąd stwierdził, że zaistniało zagrożenie życia lub zdrowia.

Wyrok zapadł tylko i wyłącznie z powodu przekręcenia nie tylko moich słów ale sytuacji: będąc na oddziale w szpitalu nr w Bytomiu spytałem uśmiechniętego Wojciecha S. – czy jestem tutaj dlatego bo spaliłem kilka dokumentów na balkonie w nocy?

Sąd powołał się na słowa Wojciecha S. – “robił ognisko na balkonie”.

Odwołanie od wyroku w Częstochowie – z urzędu nie przyjęte. Pismo typu kopiuj/wklej.

Bezprawne działania tyskiej policji – czynności sprawdzające.

Komendant milicji w Tychach rzekomo wszczął postępowanie wyjaśniające z powodu mojej skargi na jego psiarza.
Nie wykryto naruszeń, nie wykryto przekroczenia uprawnień.
Czyli mogą przyjechać w każdej chwili, dusić obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, zapiąć go w kajdanki i poniewierać po schodach – bez podania podstawy prawnej i stanu faktycznego. Bo mamusi się hajs nie zgadza lub by chodziło o wyżej opisaną sprawę współpracę w handlu narkotykami.

Nazwiska oczywiście gdzieś tutaj są napisane na tym blogu.

BTW, własna matka jeszcze wtedy ubiera Tobie buty żeby Ciebie jak najszybciej wynieśli bo śmiałeś jej wypomnieć, że przywłaszczyła Twoją rentę na znaczną kwotę.

Postępowanie sprawdzającego biegłego sądowego psychiatrii, ordynatora Szpitala nr 4 w Bytomiu

Ta cała uśmiechnięta rada ds. biegłych sądowych, czy jak ta instytucja będąca budom się nazywała – wszczęła postępowanie wobec Wojciecha Sołtysa.
W oświadczeniu na piśmie przeczytałem:
“Pana pismo było impulsem do przeprowadzenia działań sprawdzających”.

Za moment zdanie, takiego samego przykrego, jednak i tak uśmiechniętego podczłowieka:

“jednak nie wykryto naruszeń, Pan Wojciech Sołtys doskonale wiedział dlaczego Pan się tam znalazł”.

!!!

To może by się ta pizda podzieliła informacją?

Brak wyjaśnień.

Obywatelu Rzeczypospolitej Polskiej…

Z Tobą mogą zrobić to samo.

Oczywiście zrobiłem zdjęcia, w jakim burdelu przyszło mi być przetrzymywanym dlatego zachęcam do obejrzenia fotorelacji:

Teraz uśmiechnięty Wojciech Sołtys został sławny.

Imienia i nazwiska policjantów nie poznałem do dzisiaj. Sam komendant ich chroni, a mi znikały dokumenty i różne rzeczy z pokoju. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gaslighting

Jak się okazało około 3.5 roku później sytuacje opisane były dążeniem do osadzenia mnie w areszcie śledczym w Bytomiu, kiedy to zakładano, że z niego nie wyjdę.

Sporty ekstremalne i psychiatria.

Zapnij pasy, bo wchodzisz do świata, gdzie ‘normalność’ jest ruchomym celem, a system asekuracyjny często po prostu nie istnieje. W tym wpisie tłumaczę, dlaczego bycie pacjentem polskiej psychiatrii to sport ekstremalny, w którym stawką nie jest medal, ale Twoja podmiotowość i zdrowie psychiczne.

Jako Hud Hatman, programista, który musiał ‘debugować’ własną drogę przez oddziały zamknięte, pokazuję Ci mapę przeszkód. Od nieprzewidywalnych procedur, przez brak logicznej komunikacji, aż po systemowe ‘kontuzje’, które zostają na lata. To nie jest tekst dla ludzi o słabych nerwach – to relacja o wytrzymałości, o tym, jak nie dać się ‘znokautować’ biurokracji i jak zachować pion, gdy świat wokół próbuje Cię przekonać, że jesteś tylko usterką w systemie. Gotowy na trening z przetrwania w białych murach? Zapraszam na start.

Bycie pacjentem psychiatrii to też sport ekstremalny. Z tym, że psychiatrzy się bawią ludźmi, a sportowiec nawet mógłby bawić się psychiatrami.

Był sobie 15 latek w roku 2004. Jeśli znajdzie się niedowiarek -w 2004 roku wrzucałem te fotki na pinkbike.com.

A wy co robiliście jak mieliście 15 lat?

Co się wydarzyło później? Schizofrenia? Choroba? No chyba nie.

Czytaj także: